Na Klimczoku, Błatniej i Równicy

Wakacje 2006 roku rozpoczęły się w zasadzie dopiero początkiem sierpnia. Cały czerwiec i lipiec pogoda dopisywała. Mocne słońce nagrzewało nasze niewielkie mieszkanie w Krakowie do granic możliwości. Ratowaliśmy się pożyczonym wiatraczkiem, hektolitrami mineralnej wody i dopalaczami typu Plusz i skutecznie powiększaliśmy wielkość naszych prac magisterskich. Na początku sierpnia zwieźliśmy już wszystkie manatki do Kęt i zmęczeni dość intensywnym rokiem akademickim zaplanowaliśmy trzydniowy wypad w Beskid Śląski.

* * *

Beskid Śląski, najbardziej na zachód wysunięta część Beskidów położony jest między doliną Olzy na zachodzie, a Soły i Bramą Wilkowicką na wschodzie. Od południa pasmo graniczy z Czechami i Słowacją, natomiast od północy z Pogórzem Śląskim. Trasa naszej wycieczki miała prowadzić po szlakach w pasmach Klimczoka i Równicy. Chcieliśmy odwiedzić Schroniska PTTK na Błatniej i Równicy.

* * *

6 sierpnia wita nas mżawką i mgłą. Mając w pamięci upalne dni czerwca i lipca smutniejemy – akurat teraz pogoda postanowiła uraczyć deszczem suchą jak kamień ziemię. Wyciągamy wciśnięte na dno plecaków kurtki przeciwdeszczowe i w trójkę, razem z moim bratem Pawłem (Hugo), kierujemy się w stronę dworca autobusowego w Kętach. Do Bielska – Białej dojeżdżamy po 25 minutach i podchodzimy kawałek w stronę przystanku miejskiego autobusu nr 8 linii Warszawska Dworzec – Szyndzielnia. Wysiadamy na ostatnim przystanku – w Olszynce Górnej i po przejściu kilkunastu metrów asfaltową drogą w górę dolinki docieramy do kamiennego budynku stacji kolejki gondolowej na Szyndzielnię. Kupujemy bilety i po chwili jedziemy już w górę siedząc w żółtym wagoniku. Pierwsi pasażerowie zostali wwiezieni na Szyndzielnię już w 1953 roku. Była to wtedy pierwsza w Polsce powojennej i jedyna w Beskidzie Śląskim kolejka mogąca przewozić w 32 wagonach 4-osobowych do 300 osób na godzinę z prędkością 2,6 m/s. Przejazd koleją na trasie o długości 1920 m umożliwiał pasażerom pokonanie różnicy wzniesień 451 m. Podczas kolejnych lat intensywnej eksploatacji wymieniono kilkakrotnie liny, wagony, silnik oraz mnóstwo pomniejszych i mniej istotnych części, aż do momentu, w którym dalsze funkcjonowanie obiektu zostało uwarunkowane przeprowadzeniem kapitalnego remontu.W okresie 1994 – 95 trwały na Szyndzielni prace modernizacyjne. 1 lipca 1995 roku oddano do użytku gruntownie zmodernizowaną kolej. Nie zmieniona pozostała trasa przejazdu, lecz w znacznym stopniu uległy zmianie możliwości przewozowe i komfort podróżowania. Obecnie ilość osób przewożonych w 6 osobowych wagonikach może sięgać 850 osób na godzinę, a prędkość przejazdu wzrosła do 5 m/s, co umożliwia pokonanie odległości dzielącej stacje końcowe w czasie nieco powyżej 6 minut.

* * *

Faktycznie, po krótkim czasie wysiadamy z kolejki. Nadal mży, mgła jest jeszcze gęstsza, a temperatura zachowała się zgodnie z zasadą zmniejszania się wraz z wysokością. Zielonym szlakiem, który wiedzie po szerokiej kamienistej drodze, w towarzystwie sympatycznego, miejscowego Burka, dochodzimy do schroniska na Szyndzielni. Nie zatrzymujemy się w środku i obieramy żółty szlak. Wciąż kamienistą ścieżką pniemy się łagodnie w górę zatrzymując się co chwilę przy dorodnych krzewinkach borówek. Rezygnujemy z wizyty w schronisku na Klimczoku i czarnym szlakiem trawersujemy zachodnie zbocze góry Klimczok. Dochodzimy do żółtego szlaku biegnącego już po głównym grzbiecie Błatniej. Mijamy kulminację Trzech Kopców (1081 m). Idziemy wzdłuż granicy rezerwatu przyrody Stok Szyndzielni. Rezerwat ustanowiony został w 1953 r. Na jego obszarze występuje duże zróżnicowanie, zarówno pod względem występującej roślinności, jak i siedlisk. Występuje tutaj zachodniokarpacka świerczyna górnoreglowa, dolnoreglowy bór jodłowo-świerkowy, kwaśna buczyna górska, żyzna buczyna karpacka oraz jaworzyna górska.

* * *

Mżawka ginie choć mgła jeszcze się utrzymuje. W tej mrocznej scenerii, na skraju lasu postanawiamy zrobić pierwszą przerwę. Posilamy się kanapkami, zapijamy pyszną, gorącą herbatą. Ruszamy w dalszą drogę. Krótkim podejściem wchodzimy na zalesiony wierzchołek o nazwie Stołów (1035 m). Schodzimy z kulminacji kamienistą ścieżką i docieramy do rozległej polany na Błatniej. Po prawej stronie odsłania się wierzchołek Błatniej (917 m), lecz brak widoczności skutecznie uniemożliwia nam podziwianie widoków. Schodzimy ze szczytu i ścieżką biegnącą łagodnym łukiem w lewo dochodzimy do Schroniska PTTK na Błatniej. Schronisko wybudowało w 1926 roku niemieckie Towarzystwo Przyjaciół Przyrody „Naturfreunde” z Aleksandrowic. Stało się ono w krótkim czasie jednym z najczęściej odwiedzanych obiektów w Beskidzie Śląskim. W czasie wojny schronisko służyło Wermachowi za koszary i zostało znacznie zrujnowane. Po wojnie przejęło i udostępniło je turystom PTT. W latach 1959 – 62 zostało przejęte przez cieszyńskie PTTK, które rozbudowało i zmodernizowało budynek, nadając mu obecny kształt. Rozważamy dalsze wędrowanie, ale jako że pogoda wciąż nas nie rozpieszcza postanawiamy wziąć nocleg na Błatniej.

* * *

Wczesnym rankiem, zaraz po śniadaniu ruszamy w dalszą drogę. Pogoda jest troszkę lepsza niż wczoraj, zeszła mgła, nie pada, choć wciąż jest pochmurno. Obieramy szlak zielony w kierunku Brennej (początkowo podąża on razem ze znakami czerwonymi do Jaworza). Tuż za schroniskiem schodzimy łagodnie w dół, by zaraz za wąską ścianą lasu minąć po prawej Ranczo u Dorotki. Od ostatniej wycieczki w te okolice sporo się tu pozmieniało. Przed budynkiem stanął duży szałas z paleniskiem w środku, a wejście na posiadłość zdobią efektowne drewniane pale. Kierujemy się na zbocze Wielkiej Cisowej (878 m). Po lewej stronie mijamy fundamenty Studenckiego schroniska Turystycznego, które spłonęło doszczętnie 23 listopada 1994 roku. Idziemy dalej zielonym szlakiem – w siodle między Wielką Cisową a Błatnią przez wiele lat znajdował się postawiony przez komunistyczne władze obelisk z okolicznościową tablicą, upamiętniający śmierć grupy 9 funkcjonariuszy MO i UB, którzy zginęli tu 12 i 13 V 1946 r. podczas kilkugodzinnej bitwy z NSZ-owskim oddziałem „Bartka” (Henryka Flamego). Tablica została usunięta jeszcze na przełomie lat 80. i 90. ub. wieku, jednak sam obelisk pozostał. Wtedy też obok głazu pojawił się krzyż, postawiony ze wspólnej inicjatywy Urzędu Gminy i mieszkańców Brennej.

* * *

Tuż obok obelisku skręcamy w lewo, i teraz kamienistą dróżką schodzimy cały czas w dół w kierunku Brennej. Po prawej na Polanie Szarówka stoi kapliczka różańcowa, która mimo swojego wieku i tanu wciąż zachwyca. Droga coraz stromiej schodzi w dół wymagając od nas dużego skupienia, bo na sporej ilości leżących na ścieżce ostrokrawędzistych piaskowców łatwo wykręcić kostkę. Ja i Paweł co chwilkę zatrzymujemy się i czekamy na Grzegorza, który znika w krzewinach borówek. Zielony szlak skręca w prawo, a droga trochę łagodnieje. Przystajemy na chwilę by podziwiać rosnącą naprzeciw nas Równicę. Paweł z niedowierzaniem słucha, że jeszcze dziś przyjdzie nam tam wyjść. W końcu dochodzimy do pierwszych zabudowań Brennej, wchodzimy na asfaltową drogę, a tuż przed mostkiem nad Brennicą dostrzegamy drzewo z wyrytym napisem „Kidler”. Nie byłoby w tym nic pasjonującego, gdyby nie fakt, że jakiś tydzień temu, Grzegorz nie wiedzieć czemu zaczął mnie tak „przezywać”. Pod drzewkiem robimy przerwę, w której Grzegorz precyzyjnym ruchem noża turystycznego pozbył się zbędnej części paznokcia dużego palca u lewej nogi…

* * *

W przydrożnym sklepie w centrum Brennej robimy zakupy – jogurt, po snickersie i woda na drogę. Postanawiamy odpocząć trochę na ławce z widokiem na miejscowy stadion piłkarski. Posileni i wypoczęci ruszamy w dalszą drogę kierując się nadal szlakiem zielonym. Idziemy teraz asfaltową drogą wzdłuż potoku Leśnica. Nieopodal położony jest kamieniołom piaskowca godulskiego. Jego eksploatacja rozpoczęła się w latach przedwojennych i odbywa się do chwili obecnej. Piaskowiec ten posiada zielonkawo – szarą barwę, którą daje zawartość glaukonitu. Odmiana piaskowca jest przeważnie drobno lub średnio ziarnista, posiada dobre właściwości wytrzymałościowe i całkowitą mrozoodporność. Znalazł on swoje zastosowanie do celów budowlanych. Po obróbce stosowany jest jako wykładzina zewnętrzna w postaci łupanki lub płyt. Szlak odbija teraz na prawo i wiedzie dość szeroką ziemistą ścieżką leśną. Wznosimy się mozolnie pozostawiając w dole zabudowania Brennej. Szlak stromieje, nabieramy wysokości, a droga staje się coraz bardziej kamienista. Wkrótce dochodzimy do leśnej, szczytowej drogi i skrzyżowania ze szlakiem niebieskim. Teraz wraz ze znakami niebieskimi i zielonymi skręcamy w prawo i bardzo łagodną szeroką ścieżką wśród zdrowego młodnika, potem ścieżką wszerz starego lasu dochodzimy do karczmy Zbójnicka Chata. W budynku i przed nim ludzi jest co nie miara. Tłumy są tu zapewne dzięki wygodnej asfaltowej drodze dojazdowej pod samo schronisko pod Równicą. Szybkim krokiem przechodzimy obok karczmy i dochodzimy do wspomnianego schroniska. Uruchomił je w roku 1926/27 Katowicki Oddział Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, powołany w 1924 roku jako Oddział Górnośląski. Budynek będący niemieckim domem turystycznym poddano remontowi, modernizacji oraz rozbudowie i oddano do użytku turystów w roku 1927. Okres okupacji i działań wojennych schronisko na Równicy przetrwało szczęśliwie i nie uległo rabunkowi i było jednym z pierwszych schronisk jakie po wyzwoleniu PTT uruchomiło w Beskidzie Śląskim. W latach 1966 – 1968 schronisko poddane zostało kapitalnemu remontowi. Wtedy też doprowadzono pod samo schronisko asfaltową drogę z Ustronia Polany i Jaszowca. W schronisku wypijamy ciepłą herbatę, jemy „swój” kanapkowy obiad i zaklepujemy nocleg.

* * *

Ranek wita nas ponownie sporym zachmurzeniem. Po śniadaniu wychodzimy przed schronisko i podziwiamy roztaczającą się przed nami panoramę Beskidu Śląskiego ze szczytami: Czantorii Wielkiej, Małej, góry Tuł, Skrzycznego, Soszowa Wielkiego, Baraniej Góry i Malinowskiej Skały. W oczekiwaniu na rodziców, z którymi umówiliśmy się pod schroniskiem robimy sesję zdjęciową. Wkrótce całą piątką żegnamy Równicę i zjeżdżamy do Ustronia Polany. A jednak są plusy drogi asfaltowej do schroniska.



Trasa wycieczki




W drodze na Szyndzielnię




Przy schronisku na Szyndzielni




Buszujący w borówkach




Przy Ranczo u Dorotki




Kapliczka na Polanie Szarówka




Kiedler




Zejście do Brennej




W drodze na Równicę




Pora wracać