Przez Halę Rysianka na Krawców Wierch

Długi weekend związany z Bożym Ciałem początkowo mieliśmy spędzić w Bieszczadach, lecz jak to zwykle bywa plan ewoluował i został zamieniony na wizytę w Kętach z dwudniowym wypadem w zachodnią część Beskidów. Postanowiliśmy podtrzymać tradycję odbywania krótkich wycieczek w towarzystwie Jana i umówiliśmy się z nim w Bielsku – Białej. Chcieliśmy zaatakować Wielki Chocz, przekimać na przełęczy pod Choczem w namiocie, a drugiego dnia zaliczyć Kwaczańską Dolinę. Te plany jednak też uległy zmianie, i ostatecznie z Bielska udaliśmy się w Beskid Żywiecki, do Rajczy. Postanowiliśmy żółtym szlakiem dojść na Halę Rysianka, a w drugi dzień improwizować, tak aby dojść jakoś inna drogą do samochodu.

* * *

Dojazd z Bielska do Rajczy zajmuje nam około 2 godzin, mimo że odległość nie jest duża. Trafiamy jednak na potężny korek przed Żywcem i na remont drogi prowadzącej do przejścia granicznego w Zwardoniu. Do Rajczy dojeżdżamy około 14:00, pozostawiając samochód na żółtym szlaku (dosłownie), w części Rajczy o nazwie Nickulina, naprzeciw tamtejszej kaplicy. Wychodząc z samochodu żegnamy ostatnie dziś promienie słońca, witając burzowe chmury.

* * *

Żółty szlak prowadzi poprzez rzadki las początkowo szeroką dróżką, wzdłuż strumyka by potem, po jego minięciu piąć się ostro w górę. Po krótkim czasie dochodzimy do pojedynczych wiejskich zabudowań osady Kręcichwosty. Postanawiamy zrobić krótką przerwę. Chwilę potem dochodzimy do miejsca, gdzie do żółtego szalku dochodzi czarny, biegnący z Ujsoł. My odbijamy w lewo i wciąż podążamy za żółtymi znakami. Robi się coraz ciemniej, choć to dobiero wczesny wieczór. Na niebie jednak szaleją wielkie czarne chmury, z których w jednym momencie zaczyna padać rzęsisty deszcz. Chowamy się przed nim pod gęstymi koronami rosnących przy szlaku drzew. Po około 10 minutach na szczęście nawałnica przechodzi i możemy kontynuować naszą wędrówkę. Idziemy szeroką drogą mijając kolejne zabudowania, tym razem osad Polanka i Zapolanka. Za tą drugą szlak wchodzi w las i droga zaczyna robić się znowu bardzo stroma. Po około dwu i pół godzinie marszu od samochodu dochodzimy w końcu do Hali Redykalnej, na zachód od Radykalnego Wierchu. Miejsce to jest bardzo malownicze. Postanwiamy zrobić dłuższą przerwę, tym bardziej, że na hali witają nas promienie słońca. Podziwiamy więc roztaczającą się przed nami panoramę, a także scieżkę, którą wlaśnie przyszliśmy, pięknie wkomponowaną w siodło hali.

* * *

Po około pół godzinie ruszamy w dalszę drogę, ścieżką pnącą się w górę poprzez świerkowe zagajniki. Dochodzimy do głównego grzbietu Boraczego Wierchu, i skręcamy w prawo. Teraz szlak biegnie poprzez ciąg pięknych hal, z których obserwować można malownicze panoramy. Wiem, że można stąd dostrze Tatry, jednak dzisiejsza pogoda na to nie pozwala. Po około 15 minutach widzimy już Halę Lipowską i istniejące tu od 1931 roku Schronisko PTTK. Jak można wyczytać w Wikipedii budowę schroniska rozpoczęto z inicjatywy niemieckiego towarzystwa górskiego Beskidenverein. Oficjalne otwarcie odbyło się w sierpniu 1932. Obiekt miał 5 pokoi z 22 łóżkami, kuchnią, jadalnią i zapleczem gospodarczym. W 1936 doprowadzono linię telefoniczną. Pod koniec wojny obiekt nie odniósł zniszczeń wojennych, jednak stan wnętrz pozostawał wiele do życzenia – po niezbędnych remontach oddano go do ponownego użytku już w 1946 pod patronatem PTT, a później PTTK. W 1946 miał 32 łóżka noclegowe, ale aż 20 „prymitywnych”. W latach 1973-1980 dokonano istotnej modernizacji – ze starego obiektu pozostało praktycznie tylko podpiwniczenie (a właściwie jego większa część), natomiast cała nadbudowa jest nowa lub znacznie przebudowana.

* * *

W schronisku postanawiamy zjeść przepyszną kwaśnicę. Jemy słuchając świetnej grupy turystów, przygrywającej na gitarze „turystyczną dziewczynę”, która nie zaprosi cię do kina, za to ugotuje zupkę chińską (tekst autorstwa pana w czarnej chuście, który namawia nas na nocleg na Lipowskiej). My postanawiamy jednak zobaczyć jeszcze do schroniska na Rysiance. Jest ono położone zaledwie 10 minut drogi dalej, więc długo nie czekając zaczynamy dalszą, krótką wędrówkę. Dochodzimy do obszernego, drewnianego, piętrowego budynku schroniska na Rysiance posadowionego na kamiennej podmurówce. Wchodzimy do jadalni, zamawiamy piwo i delektując się jego smakiem obserwujemy widoki zza okna. Postanawiamy, że dziś jednak pozostaniemy na nocleg tutaj (bo po pierwsze jest zdecydowanie cieplej, a po drugie po tym piwie nie chce się już wracać z powrotm na Lipowską). Wieczór spędzamy więc w jadalni schorniska przy gitarowych dźwiękach i chrapiących głosach turystów, a noc mija bardzo szybko na glebie, we własnych śpiworkach, na karimatach w tejże jadalni.

* * *

Wczesnym rankiem budzi nas i wyprasza z ciepłych spiworków pani sprzątająca jadalnię. Ja w górach lubię wcześnie wstać, ale chłopcy (szczególnie Jan) nie są zadowoleni. Opuszczamy schronisko, lecz chłopcy nie dają za wygraną i postanawiaja, że bezwzględnie rozbijemy namiot nieopodal schroniska, żeby jeszcze pokimać (w namiocie mieliśmy spać przez noc, ale postanowiliśmy o spaniu na glebie w schronisku, bo cały wieczór lało). Schodzimy więc z Hali Rysianka czerwonym szlakiem w stronę Trzech Kopcy, a tuż za pierwszymi zagajnikami, rozbijamy namiot.

* * *

Po około pól godziny ja nie wytrzymuję i postanawiam podejść z powrotem do schroniska na herbatę, po drodzę mijając panów od „turystycznej dziewczyny”. Po powrocie do namiotu budzę chłopaków. Robimy szybkie śniadanie polowe i ruszamy na szlak. W planie mamy dojście szlakiem granicznym do bacówki na Krawców Wierchu, zejście do Ujsoł i podejście z tamtąd do Nickuliny po samochód. Droga jest długa więc poganiam chłopaków. W końcu ruszamy na Trzy Kopce mijając po drodze wielkie kałuże i płaty błota. Na Trzech Kopcach odbijamy na prawo, na żółty szlak graniczny (po stronie słowackiej kolor niebieski). Pogoda nas nie rozpieszcza, jest zimno i mokro, a błoto na szlaku powoduje, że idzie się badzo cieżko. Po około godzinie marszu dochodzimy do Przełęczy Bory Orawskie. Na przełęczy słychać szum wodospadu utworzonego na potoku Bystra. Teraz z przełęczy czeka nas podejście na Grubą Buczynę (1132 m). Idzie się jednak coraz lepiej. Ścieżka jest wąska, nie tak błotnista, a z zza chmur zaczyna wychodzić słońce. Robi się też coraz cieplej. Dochodzimy w końcu na szczyt Grubej Buczyny, ktorej szczyt jest częściowo zarośnięty młodym zagajnikiem. Ze szczytu schodzimy teraz stromą szeroką ścieżką, którą obecnie tworzy warstwa błota i gliny, więc nasze zejście bardziej przypomina ślizganie niż chodzenie po górach. Trudy tego odcinka wynagradza nam jednak widok, jaki roztacza się zaraz po dojściu na Halę w pobliżu szczytu Krawców Wierch. Na południu i południowym zachodzie widać Magurę, Solisko, Jaworzynę. Dalej mamy Wielką Rycerzową i Wielką Raczę. Na horyzoncie pięknie widnieje pasmo Małej Fatry z charakterystycznym Wielkim Rozsutcem. Postanawiamy, że przed pójściem w dalszą trasę zjemy obiad w bacówce. W jadalni jest bardzo tłoczno, lecz w końcu udaje się nam zamówić racuchy, pomidorową i schabowy. Po długim oczekiwaniu na posiłek w końcu jemy i ruszamy w dalszę drogę.

* * *

Pogoda jest teraz iście letnia. Bezchmurne niebo, ciepło, przepięknie. Schodzimy żółtym szlakiem do Ujsołów. Szlak początkowo biegnie ładnym lasem, a potem dochodzi do pierwszych zabudowań Kubiesówki skąd schodzi bardzo stroma asfaltowa droga prowadząca w dół wsi. Dalej asfaltem, już poza szlakiem przez centrum Ujsoł tuż za kamiennym kościołem pw. św. Józefa z 1939 r., dochodzimy do starej lipy, na ktorej widnieje tabliczka ze szlakiem czarnym. Skręcamy w prawo za znakami i pniemy się ponownie stromo w górę wznosząc się ponad Ujsoły. Po około godzinie dochodzimy do Kręcichwostów, w miejsce gdzie do czarnego szlaku dochodzi żołty, z Rajczy Nickuliny. Ten sam którym wczoraj szliśmy na Radykalny Wierch. Za znakami żółtymi schodzimy w lewo w dół, wprost do samochodu.

* * *

W stronę Bielska jedziemy dość szybko, już bez korków. Dzisiejsze kilometry i błoto ostro dały się nam we znaki, jednak już na samą myśl, że to już koniec wędrówki łezka kręci sie w oku. Tym bardziej że perspektywa wyjazdu w góry nie prędka, pewnie dopiero w czasie urlopu, na jesieni…

* * *