Doliną Białej Wody Kieżmarskiej na Rakuską Przełęcz

Tuż po naszym weselichu postanowiliśmy spędzić parę dni na Słowacji. Ruszylismy na Korbielów, później szybko przez granicę, na Dolny Kubin, dalej na Poprad. Drogą Wolności powolutku zmierzaliśmy ku Tatrzańskiej Łomnicy. Rozważaliśmy wjazd kolejką na Łomnicę a później jakiś nocleg w okolicy.

* * *

Przyjeżdżamy do Tatrzańskiej Łomnicy dość wcześnie. Kolejka jeszcze nie działa i wszystko pozamykane. Szybko spogląamy na mapę, dalej na cennik kolejki, znów na mapę. Podejmujemy decyzję – ruszamy na szlak – najpierw żółtym dotrzemy do Tatrzańskich Maltar, później podejdziemy niebieskim Doliną Białej Wody Kieżmarskiej pod Biele Pleso, a stamtąd podejdziemy szlakiem czerwonym do Chaty pri Zelenom Pleso i na Rakuską Przełęcz (Niżne Sedlo pod Svistovkou). Zejdziemy do Skalnatej Chaty i najwyżej z stamtąd wyjedziemy na Łomnicę. Plan był zacny a słońce powoli zaczęło podnosić się na niemal bezchmurnym niebie.

* * *

Żółty szlak z Tatrzańskiej Łomnicy biegnie spokojnie poprzez bardzo rzadki las, strawiony przez wielką wichurę jaka nawiedziła tą część Tatr przed czterema laty. Właściwie wygląda to jak po jakiejś wycince, gdzieniegdzie stoją tylko pojedyncze drzewa i jakieś kikuty – połamane do połowy sosny. Zmierzamy łagodnie w górę podziwiając odsłonięte jak na dłoni Tatry Bielskie. Dość szybko dochodzimy do Tatrzańskich Maltar. Przy szlaku stoi jakiś ośrodek wypoczynkowy. Przechodzimy koło niego, a chwilkę później dochodzimy do szerokiej kamienistej drogi leśnej i znaków niebieskich. Skręcamy na drogę w lewo i dość nieśmiało pniemy się w górę Doliny Białej Wody Kieżmarskiej po prawej stronie mając właśnie wartki i pysznie czysty strumyk Keżmarkiej Białej Wody. Trafiamy też na miejsce gdzie można swobodnie przystanąć nad brzegiem strumyka (choć chyba raczej wielkiego strumienia). Wdrapujemy się na wielkie białe otoczaki granitowe tkwiące w korycie rzeki i wystające ponad jej nurt. Nabieramy zimnej i czystej jak kryształ wody do butelek i odpoczywamy chwilkę.

* * *

Ruszamy dalej i dochodzimy pnąc się przez coraz gęstszy las do miejsca oznaczonego na mapie jako Salviovy Pramen, co znaczy Zimna Studnia. Jest to jednocześnie rozgałęzienie szlaku – na niebieski i żółty. Spotykamy tu sporo turystów, którzy obierają znaki żółte. My konsekwentnie pniemy się sporo węższą teraz ścieżką za znakami niebieskimi. Ścieżka jest „wybrukowana” granitowymi otoczakami i idzie się teraz dość niewygodnie. Dochodzimy do Keżmarskiej Polany skąd odsłaniają się piękne widoki pozwalające zapomnieć o trudach wędrówki. Od tej chwili wchodzimy jeszcze kilka razy w las ale generalnie już do końca naszej dzisiejszej wędrówki podziwiać możemy otoczenie doliny. Podchodzimy jeszcze dość ostro mijając rzekę mostkiem. Słońce jest coraz gorętsze, a pogoda nas dosłownie rozpieszcza. Wchodzimy w końcu na próg doliny i piękną kamienistą ścieżką pośród ostatnich kosówek dochodzimy do Białego Pleso. Jest tu spory drogowskaz informujący o rozstaju szlaków. Jest również ława i stół drewniany. Przysiadamy na posiłek i delektujemy się pięknym otoczeniem. Widać pięknie Tatry Bialskiej, a także wielką ścianę Jagnięcego Szczytu górującą w krajobrazie.

* * *

Obieramy szlak czerwony trawersując w dół zbocza Koziej Turni. Szybkim krokiem mijając teraz gęste grupki turystów dochodzimy do schroniska przy Zielonym Stawie Kieżmarskim. W otoczeniu dominuje Mały Kieżmarski Szczyt. Zajadamy racuchy podziwiając szczyt a także Zielony Staw z dosłownie zielonkawo – turkusową wodą.

* * *

Po krótkim odpoczynku ruszamy dalej za czerwonymi znakami przechodząc brzegiem jeziora, a później pnąc się mozolnie (oj bardzo mozolnie) w stronę Rakuskiej Przełęczy. Pniemy się ostro w górę, zaliczamy odcinek z łańcuchami, a później już jednostajnie niekończącymi się krótkimi zakosami osiągamy dość szeroką Rakuską Przełęcz. Widok w stronę Doliny Kieżmarksiej i Tatr Bielskich jest imponujący, a szczególne wrażenie robi na nas malutkie teraz jak pudełko zapałek schronisko przy Zielonym Stawie Kieżmarskim przy którym jak malutka kałuża majaczy turkusowa woda jeziora.

* * *

Widokiem tym delektujemy się chwilę po czym ruszamy w dalszą drogę, podziwając teraz płaskie Podtatrze wyglądające trochę jak stolnica w zielono – żółtą kratę nadaną przez intensywne barwy traw i jakiegoś żółtego ziela. Szlak prowadzi teraz potężnym piargiem i uważać trzeba, żeby nogi pomiędzy ostokrawędziste granity nie wsadzić. Dochodzimy już teraz z coraz większymi burzowymi chmurami pod stację właściwą kolejki na Łomnicę, nieopodal łomnickiego Stawu. Podchodzimy jeszcze pod Skalnatą Chatę i z powrotem pod stację kolejki. Łomnica skupia teraz wszystkie chmury na sobie i nie ma najmniejszego sensu na nią wjeżdżać. My też już trochę opadamy z sił, toteż decydujemy się wykorzystać kolejkę, aby zjechać nią na sam dół do Tatrzańskiej Łomnicy, gdzie pozostawiliśmy samochód.

* * *

Zmęczeni, ale bardzo zadowoleni zastanawiamy się nad noclegiem. Decydujemy się jechać w kierunku Popradu, aby odwiedzić jeszcze gorące źródła. Tam, tuż obok aquaparku znajdujemy przytulną karczmę, z możliwością noclegu. Widząc nadciągającą wielką burzę rezygnujemy nawet z kąpieli w aquaparku, za to szybko decydujemy się na ten nocleg. A burza faktycznie była wieeeeelka. Pioruny, trzaski, grzmoty.. a my w przytulnym, miłym pokoiku, naprzeciwko aquaparku, z planami odwiedzin basenów następnego dnia.