Wokół Mierzei Gardnieńskiej

Weekend zapowiadał się przepiękny. Miało być słonecznie i ciepło. Postanowiliśmy wybrać się do Słowińskiego Parku Narodowego i przejść wokół Mierzei Gardnieńskiej. W niedzielę przed świtem urządziliśmy sobie pobudkę i ruszyliśmy w stronę Smołdzina. Po dwóch godzinach dojechaliśmy na miejsce i szybko odnaleźliśmy czarny szlak.

* * *

Swą wędrówkę w Smołdzinie rozpoczynamy przy Muzeum Przyrodniczym Słowińskiego Parku Narodowego, które mieści się w budynku dyrekcji parku. Podążamy dość szybko asfaltową drogą na północ. Przy wielkim drewnianym znaku informującym, że poruszamy się po Słowińskim Parku Narodowym odbijamy na dość szeroką piękną leśną ścieżkę. Dochodzimy do leśnego parkingu z ławami i zadaszeniem. To wspaniałe miejsce na śniadanie. Chleb ze smalcem i herbata z termosu najlepiej smakują na szlaku.

* * *

Posilenie ruszamy dalej. Po prawej w lesie czmycha stado saren. My sami, las, przyroda. Cisza. Przechodzimy przez Las Karłowo i dochodzimy do czerwonego szlaku. Teraz za odbijamy na lewo i za czerwonymi znakami podążamy na wschód dochodząc do południowego brzegu Jeziora Dołgie Wielkie. Znajduje się tu ładny pomost i tablice informacyjne. Chwilę później skręcamy w prawo, na północny – zachód za znakami zielonymi, którymi poprzez nadmorski las dochodzimy na plażę. Szlak biegnie teraz brzegiem morza. Niewyobrażalnym zdarzeniem jest przemierzanie plaży w samotności. Tylko my, nienaruszony piasek, wzburzone morze, piasek i słońce. To są zalety Bałtyku po sezonie….. w połowie drogi spotykamy parę zapaleńców, równie szybko machających kijami i szeroko uśmiechniętych jak my. Pewnie też cieszą się tym pięknym dniem. Serdeczny uśmiech i powitanie na szlaku to podstawa.

* * *

Po około 5 km spaceru plażą dochodzimy do miejscowości Rowy, przecięte „na pół” wpływającą do Bałtyku Łupawą. Na miejscu poszukujemy jadłodajni, w której ktoś za rozsądną cenę uraczyłby nas dobrym posiłkiem. Jak to zwykle po sezonie knajpa jedna na krzyż, i to na dodatek dość droga. Wybieramy najtańszą potrawę – śledzia (bład!, po śledziu się … nie fajnie się go trawi).

* * *

Z Rowów kierujemy się dalej zielonym szlakiem, który teraz biegnie wraz z czerwonym wzdłuż północnego brzegu Jeziora Gardno. Jezioro to, typu przybrzeżnego oddzielone jest mierzeją od Batyku, i właściwie my dzisiaj tą mierzeją przechodzimy. Samo jezioro jest dość duże – ma powierzchnię około 2,5 tysiąca hektarów. Jest przy tym bardzo płytkie – głębokość sięga 2,6 m. Przez Gardno przepływa Łupawa, wpadając dalej odwiedzonych przez nas Rowach do Bałtyku. Na środku jeziora znajduje się rezerwat Wyspa Kamienna. Jezioro podziwiamy chwilę z drewnianego pomostu. Rozciąga się stąd widok również na otaczające jezioro niewielkie, lecz charakterystyczne wzgórze Rowokołu, zwane z uwagi na swój wulkaniczny kształt Fudżijamą Północy.

* * *

Szlak wzdłuż jeziora jest dalej dość monotonny i stanowi długą prostą dochodzącą w końcu do skrzyżowania ze szlakiem czarnym. Przemierzamy teraz tereny niezalesione, podążając w kierunku południowym, do miejscowości Gardna Wielka. Po krótkim odcinkiem prowadzącym polną drogą dochodzimy do asfaltowych płyt i teraz taką drogą zmierzamy do celu. Mijamy mostek nad Łupawą, później jeszcze jedna prosta i dochodzimy do Gardny Wielkiej i przystani rybackiej – tym razem nad południowo – wschodnim brzegiem Jezioro Gardno. Gardna Wielka jest starą słowińską wsią rybacką. Znajduje się tu dom wycieczkowy PTTK, na środku miasteczka duży kościół a także otwarty sklep spożywczy, w którym zakupujemy po batoniku, a Grzesiek zimne piwko (znak że to do mnie należy droga powrotna).

* * *

Z Gardny Wielkiej żółtym szlakiem „Słowińców” wracamy do Smołdzina. Szlak biegnie początkowo przez pola, a potem malowniczym lasem. Dochodzi do szlaku niebieskiego „Łupawy”. Odbijamy teraz za znakami niebieskimi, a dalej ścieżką edukacyjną podchodzimy na szczyt Rowokołu. Wzgórze ma 115 m wysokości. Znajduje się tu wieża widokowo, któa standardowo, poza sezonem jest nieczynna (!!). Teren ten jest także objęty rezerwatem przyrody chroniącym las na stokach wzgórza moreny czołowej sprawiający miejscami wrażenie regla dolnego (udział buka i jodły). Rowokół ma bardzo ciekawą historię – według legend przez Kaszubów uznawany jest za świętą górę, będącą w średniowieczu miejscem kultu maryjnego. Z górą związane są liczne mity i legendy: zatopione dzwony, gorejące pieniądze, przerzucane głazy, skarb Bandemerów – w znakomitej większości zostały te legendy przywiezione przez niemieckich osadników. Na Wikipedii znalazłam informacje, że „na wale ziemnym, wtedy już mocno zniszczonym (od strony S) grodziska słowiańskiego, na wierzchołku Rowokołu mieściło się w średniowieczu sanktuarium maryjne. Po tej kaplicy pozostały zagłębione w gruncie fundamenty budowli. No i to sanktuarium dało niezwykle dużo powodów do powstania legend. Sanktuarium było jednym z trzech stacji dla pątników. Dwa pozostałe miejsca pielgrzymowania to Krzyżanka (Sanktuarium Maryjne na Górze Chełmskiej) oraz Święta Góra (k. Polanowa).”

* * *

Z Rowokołu mamy dosłownie parę kroków do Smołdzina, a jako że auto jak to już w naszej tradycji bywa zostawiliśmy pod kościołem (to zawsze charakterystyczne miejsce w każdej miejscowości, i łatwo go zlokalizować), to szybko do niego trafiamy. Po drodze wchodzimy jeszcze do spożywczaka zakupując jabłka i wodę. Pełni satysfakcji wracamy do Gdańska.