Szlakiem Kaszubskim od Kartuz do Szymbarku

Kolejny weekend zaplanowaliśmy na Kaszubach. Postanowiliśmy dojechać autkiem do Kartuz skąd chcieliśmy przejść szlakiem kaszubskim, czerwonym do Krzesnej. Stamtąd planowaliśmy żółtym szlakiem dotrzeć do Szymbarku i stąd jakimś środkiem komunikacji miejskiej wrócić do Kartuz.

* * *

Z Kartuz, spod klasztoru ruszamy na szlak o 7:30. Pogoda nie zachęca do wędrówek. Jest pełne zachmurzenie i spory wiatr. Początkowo kierujemy się na południe, mijając zabudowania miasta. Mijamy po prawej niewielkie Jezioro Mielenko, później punkt w Kartuzach zwany Ławką Asesora. Stąd pozostawiamy w końcu miasto za sobą i wchodzimy w las. Droga jest bardzo błotnista, toteż postanawiamy użyć nowo zakupionych stuptówtów (rzecz na prawdę przydatna). Dalej przechodzimy w część lasu bardziej zadbaną i szeroką ścieżyną mijamy Rezerwat Zamkowa Góra. A tak o tym rezerwacie piszą na lasach państwowych: „Chroni dobrze zachowany fragment buczyny niżowej z drzewostanem w wieku około 250 lat. Położony jest na wzgórzu morenowym, wznoszącym się 30 m ponad otoczenie i 225 m nad poziom morza, w zaledwie dwukilometrowej odległości od centrum Kartuz, bezpośrednio przy szosie Kartuzy – Sulęczyno.Występujące tu płaty żyznej i kwaśnej buczyny, cechują się dużym stopniem naturalności, a drzewostany zwracają uwagę dorodnością i żywotnością buka. Poszczególne drzewa osiągają tu pierśnice dochodzące do 100 cm i wysokość do 40 m. Jeden egzemplarz buka o wysokości 35 m i obwodzie 311 cm został uznany za pomnik przyrody. W runie występują gatunki roślin częściowo chronionych: bluszcz pospolity, przytulia wonna oraz inne rzadkie rośliny, np. trawa – perłówka jednokwiatowa i paproć – zachyłka oszczepowata, a zwłaszcza dwa gatunki znajdujące się na liście ginących i zagrożonych roślin naczyniowych Pomorza Zachodniego i Wielkopolski: kostrzewa leśna i żywiec cebulkowy. Wysoko, w rozłożystych koronach buków, można znaleźć gniazdo myszołowa oraz duże dziuple dzięcioła czarnego, chętnie zamieszkiwane również przez inne dziuplaki. Z górą związane są stare legendy o istniejącym tam w dawnym czasach zamku (skąd pochodzi nazwa rezerwatu). Nietypowe spłaszczenie szczytu wzgórza oraz istniejące tam niewielkie zagłębienie terenu wskazuje, że jest to prawdopodobnie ślad po średniowiecznym grodzisku. U podnóża wzgórza Zarząd Kaszubskiego Parku Krajobrazowego wspólnie z Nadleśnictwem Kartuzy utworzył ścieżkę przyrodniczo – dydaktyczną, której trasa przebiega brzegiem niewielkiego, ale urokliwego Jeziora Cichego i nawiązuje do ścieżki prowadzącej wokół rezerwatu. Sam rezerwat można podziwiać, idąc ścieżką prowadzącą grzbietem wzgórza lub drugą prowadzącą u jego podstawy

* * *

Dalej wychodzimy na chwilę z lasu przechodząc przez miejscowość Kosy. Wkrótce dochodzimy do asfaltowej drogi prowadzącej nas do Chmielna, będącego dużą wsią kaszubską. Na samym początku wsi rozpościera się widok – po prawej stronie na początku mijamy Jezioro Rekowo, dalej Jezioro Białe, a po lewej Jezioro Kłodno. Szlak wiedzie teraz dość długo asfaltem co jest dość monotonne i nużące. W końcu odbijamy za znakami czerwonymi na prawo i wznosimy się teraz poprzez niezalesione wzgórze ponad Jeziorem Małe Brodno. Taki krajobraz towarzyszy nam aż do kolejnej kaszubskiej wsi – Ręboszewa.

* * *

Dość szybko mijamy zabudowania wsi i podążamy teraz wzdłuż wschodniego brzegu Jeziora Wielkie Brodno mijając kępki lasu oraz małe domki letniskowe. Dochodzimy do Brodnicy Dolnej gdzie skręcamy na lewo i asfaltową ścieżką idziemy krótki kawałek w górę. Dochodzimy do Ostowa skąd łagodnie schodzimy do Ostrzyc położonych malowniczo nad Jeziorem Ostrzyckim. Jest to przepływowe jezioro rynnowe stanowiące stanowi szlaku wodnego „Kółko Raduńskie”. Wzdłuż wschodniej linii brzegowej jeziora przebiega Droga Kaszubska, a samo jezioro w kształcie podkowy opasa znajdujący się na zachodnim brzegu rezerwat przyrody Ostrzycki Las i poprzez wąskie przesmyki wodne łączy się z jeziorami Potulskim i Brodnem Wielkim.

* * *

Z Ostrzyc kierujemy się początkowo na wschód, potem na południowy – zachód. Szlak prowadzi nas lasem poprzez szeroką rozjechaną kompletnie przez ciężki sprzęt drogę leśną. Błoto sięga nam dosłownie do kolan i każdy krok jest koszmarem. Taką drogą dochodzimy praktycznie aż do miejscowości Kolano, skąd wzdłuż torów kolejowych linii Gdynia – Kościerzyna docieramy do Krzesnej. Tu robimy dłuższy odpoczynek przy jednym ze sklepów i wypatrujemy żółtego szlaku, którym chcemy dojść do Szymbarku.

* * *

Żółty szlak z Krzesnej (nie wiem dlaczego na naszej mapie zaznaczony jest na czerwono) wiedzie praktycznie cały czas pod górę i powoli zaczynamy już czuć w nogach przebyte kilometry. Wychodzimy z lasu i idziemy teraz polną drogą. Roztacza się przed nami cudowny kaszubski krajobraz – po lewej wznosi się Wieżyca, z charakterystycznym czubkiem – platformą wieży widokowej, w dole, po prawej widać wieżę kościoła w Szymbarku… a przed nami bezkres pól. W takiej sielankowej scenerii dochodzimy do Szymbarku.

* * *

Jest 17:05 i z momentem spojrzenia na rozkład autobusów tryska cały nasz entuzjazm i sielankowa atmosfera. Ostatni pks odjechał stąd jakieś 10 minut temu. Pięknie. Dopytujemy miejscowych o busy albo jakiś inny środek transportu, ale okazuje się że jedyną nadzieją jest próba złapania czegoś z głównej szosy Żukowo – Kościerzyna. Hmm… komu w drogę temu trampki jak mówią. Nie poddając się mkniemy przez kolejne parę kilometrów. Po dotarciu do drogi i wypatrzeniu przystanku autobusowego szybko okazuje się, że w tej sytuacji jesteśmy zdani albo na stopa albo na własne nogi. Te drugie jakoś nie bardzo chcą już nieść, toteż powoli zmierzając w stronę Żukowa piechotą obracamy się co chwilę z nadzieją wystawiając ręce do stopa.

* * *

Jest! Udało się! Zatrzymał się z piskiem opon jakiś gość passatem. Ulga. Ulga, która trwała parę sekund, dopuki gość nie ruszył. Ja rozumiem, że komuś się śpieszy, ja rozumiem szybką jazdę, ja nawet rozumiem, że darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.. ale bez przesady. Gość jechał dłuższą część tej ruchliwej i gęsto zabudowanej szosy mając na budziku około 170-180 km/h. Ja siedząc na przednim siedzeniu zastanawiałam się jak szybko umrę w momencie czołówki – czy nic nie poczuję, czy też może moje kijki trekingowe przytroczone do plecaka, który trzymam na kolanach „do góry nogami” wbiją mi się w szyję….. eh… To jeszcze nic. Uważam, że przesadą było uniknięcie fotoradaru poprzez objechanie wysepki z lewej strony mając jakieś 170 pod maską. Eh… koniec narzekania.

* * *

Wysiedliśmy cali i zdrowi na przystanku w Borkowie, skąd busem dojechaliśmy do Kartuz. Stamtąd na prawdę pełni wrażeń podążyliśmy przepisowo do Gdańska. Nie wiem czy po tym wypadzie nogi bolały mnie bardziej od przebytych kilometrów, czy od napinania mięśni podczas jazdy passatem…