Spacerkiem na Błatnią – do Rancza u Dorotki

Pierwszy wakacyjny urlop w naszej karierze rozpoczęliśmy weselichem u znajomych w Stalowej Woli. Do Kęt przyjechaliśmy w poniedziałek, a na wtorek umówiliśmy się z Janem, pomieszkującym akurat u siostry w Bielsku – Białej, na krótki wypad gdzieś w Beskid Śląski. Ponieważ właśnie co zakupiliśmy nowy namiot postanowiliśmy sprawdzić jego możliwości na Ranczu u Dorotki, w którym bywaliśmy już parę razy, i wiedzieliśmy, że raczej nie będzie problemu żeby dogadać się co do jego rozbicia.

* * *

Wczesnym rankiem zrywamy się z łóżka i pędzimy na dworzec PKP w Kętach. Stamtąd udajemy się do Bielska – Białej gdzie oczekuje już na nas Jan. Standardowo postanawiamy ułatwić sobie wycieczkę i wjechać na Szyndzielnię kolejką, dlatego z dworca kierujemy się od razu na przystanek miejskiego autobusu, który wiezie nas praktycznie aż pod dolną stację kolejki. Mimo sierpniowego, pięknego poranka przy kolejce nie ma tłumów. Wsiadamy w wagonik i szybciutko dostajemy się do górnej stacji. Stamtąd zielonym szlakiem zmierzamy już w stronę wierzchołka Szyndzielni (1026 m) i w krótkim czasie dochodzimy do Schroniska PTTK. Dochodzimy do wniosku, że za wcześnie na wypoczynek i obieramy żółty szlak w kierunku Klimczoka. Słońce wznosi się coraz wyżej i zapowiada się niezły upał. Na Klimczoku (1117 m) robimy krótką przerwę i postanawiamy zejść czarnym szlakiem do schroniska pod Klimczokiem, które teraz jest doskonale widoczne na tle kulminacji Magury (1111 m). Schodzimy więc na dół dość stromym zejściem,a potem łagodnie kamienistą, szeroką drogą dochodzimy do budynku schroniska. W tym miejscu już przed 1840 rokiem stała drewniana chatka myśliwska, która służyła także turystom. Była ona nazywana na cześć żony barona Globusa, Klementyny – „Clementinenhutte”. Na początku XX. wieku została zniszczona na skutek pożaru i w jej miejscu wybudowano nową, murowana Klementynówkę, którą w 1927 roku przejęło Beskidenverein, a później w 1945 PTT. Gruntowna modernizacja przeprowadzona w 1961 roku nadała schronisku ówczesny kształt. Zajmujemy miejsce na zewnątrz, w altance pod daszkiem. Pożywiamy się przygotowanymi w domu kanapkami i pozwalamy sobie na wypicie zimnego piwka.

* * *

Ruszamy z powrotem na szlak i pniemy się czarnym stromym szlakiem na kulminację Klimczoka. Na szczycie ponownie odpoczywamy. o chwili ruszamy dalej, szlakiem żółtym w kierunku Błatniej. Mijamy kulminację Trzech Kopców (1081 m) poruszając się dość szeroką ścieżką pośród lasów, które częściowo obejmuje Rezerwat Stok Szyndzielni. Krótkim, lecz dość stromym podejściem zdobywamy Stołów (1035 m) i po pewnym czasie dochodzimy do bezleśnej polany pod Błatnią. Dłuższa przerwa zabiera nam jakąś godzinę. Leżymy teraz w sierpniowym słońcu i delektujemy się tą chwilą. Obserwujemy panoramę zdobytych przed chwilą szczytów – Stołowa, Trzech Kopcy, Klimczoka. W głębi dostrzec można też inne kuilminacje Beskidu Śląskiego – Skrzyczne i Baranią Górą, dalej Kotarz, Trzy Kopce Wiślańskie, Równicę.



Trasa wycieczki




Na Ranczo




Wizytówka z Rancza

Po długiej przerwie kierujemy się w kierunku schroniska na Błatniej. Mijamy je i wkrótce schodząc łagodnie w dół czerwonym szlakiem w kierunku Wielkiej Cisowej dochodzimy do Rancza u Dorotki. Bezproblemowo dostajemy zgodę na rozbicie namiotu. Szybko się instalujemy i wieczór spędzamy początkowo w środku rancza – oglądając wygrany przez Polaków mecz Polska – Rosja, a następnie przed ranczem oglądając gwiazdy i popijając chłodne piwko.

* * *

Ranek wita nas piękną pogodą. Zapowiada się kolejny upalny dzień. Postanawiamy zacząć go porządnym śniadaniem, ale pojawia się problem. Nasz chleb zostaje jak się okazuje przechwycony przez liska, który kręcił się w nocy po okolicy. Dodatkowo rozrzucił on wszystkie nasze śmietki po całym terenie rancza i zamiast śniadania pozostaje nam obowiązek posprzątania bałaganu. Zadowalamy się wodą mineralną i postanawiamy udać się czerwonym szlakiem w kierunku Jasienicy.

* * *

Mijamy kulminację Wielkiej Cisowej, później Małej Cisowej (829 m). Można tu wciąż zauważyć ślady wypasu owiec, który prowadzili tu górale z Brennej. Idziemy drogą grzbietową i obniżamy się łagodnie na niewyraźne siodło. Lasem lekko do góry podchodzimy na szczyt Czupla (736 m), a potem dość szeroką przecinką obniżamy się na przełączkę z której odchodzą niebieskie znaki do Grodźca. Podążamy dalej za znakami czerwonymi, które trawersują teraz dość stromo stok Łazka (713 m). Robimy zakole i wchodzimy do doliny potoku Jasionka. Dochodzimy do asfaltowej drogi, w którą skręcamy teraz w prawo. Mijamy stanicę harcerską, pole biwakowe i parking. Teraz mozolnie, asfaltową drogą podążamy wzdłuż zabudowań wsi Jaworze Nałęże, a dalej Biery.

* * *

W wielkim upale, znużeni i zmęczeni asfaltem dochodzimy w końcu do stacji kolejowej Jasienica. Tuż przed stacją wypatrujemy sklep spożywczy, który prócz chleba i zimnego jogurtu raczy nas także klimatyzacją. Posileni lecz wciąż zmęczeni odjeżdżamy pociągiem do Bielska – Białej. Tu żegnamy się z Janem, a sami wsiadamy w kolejny pociąg do Kęt.