Na Halę Rysianka przez Radykalny Wierch


Początek maja zwykle jest okazją ku przedłużaniu sobie urlopu i stwarzaniu tzw. długich weekendów. 2007 rok był bardzo łaskawy, wystarczyło wziąć trzy dni wolnego, by leniuchować cały boży tydzień. Dla nas miał to być pierwszy dłuższy urlop w naszej jak do tej pory krótkiej zawodowej karierze. Weekend bezapelacyjnie postanowiliśmy spędzić na południu Polski. Bilety z Gdańska do Kęt zakupiliśmy sporo wcześniej, a w sobotę, 28 kwietnia, byliśmy już na miejscu. W niedzielę podjęliśmy decyzję o wyjeździe w Beskid Żywiecki i zgraliśmy swoje plany z Basią i Donaldem, którzy podczas tego dwudniowego wypadu mieli nam towarzyszyć.

* * *

Beskid Żywiecki to najwyższa i najbardziej rozległa grupa górska w polskich Beskidach. Rozciąga się od Przełęczy Zwardońskiej i doliny Soły na zachodzie po górny bieg Skawy, źródła potoków Raby, Przełęcz Sieniawską i dział wodny między Orawą a Podhalem na wschodzie. Na północy granicę wyznaczają fragmenty dolin Lachówki, Stryszawki i Koszarawy, a granica południowa jest umowna i wyznacza ją granica Polski. Początek naszej trasy zaplanowaliśmy w Rajczy, skąd Doliną Białego Potoku chcieliśmy dojść do Hali Boraczej, później przez Radykalny Wierch , widokową trasą dojść do Schroniska na Hali Rysiance, gdzie mielibyśmy nocować. Drugiego dnia mieliśmy zejść na północ, do Schroniska Słownianka, a następnie przez Abrahamów dojść do Węgierskiej Górki.

* * *

W poniedziałek wczesnym rankiem wyruszyliśmy na stację kolejową w Kętach, skąd pociągiem dotrzeć mieliśmy do dworca głównego w Bielsku – Białej. Każdego razu, gdy odwiedzam ten piękny XIX – wieczny budynek dworca w mym rodzinnym mieście próbuję sobie wyobrazić, jak było tu dawniej, kiedy do dworcowej restauracji na piwo przychodzili pracownicy kolei i kiedy tłumy jeździły koleją. Dziś do budynku dworca nie można nawet wejść frontowymi drzwiami, kolejka ciągnie za sobą trzy wagony, a biorą pod uwagę ilość pasażerów, to i tak o dwa za dużo. Pociąg do Bielska – Białej jeszcze parę lat temu jechał 40 minut, teraz na szczęście te kilkanaście kilometrów pokonuje w niecałe pół godziny i około 7 jesteśmy już w Bielsku.
Jest piękny słoneczny poranek. Stojąc na peronie podziwiamy otaczające Bielsko góry. Odkąd przeprowadziliśmy się do Gdańska inaczej patrzę na swoje rodzinne strony. Zawsze to otoczenie było dla mnie czymś normalnym, naturalnym, czymś co towarzyszyło mi całe moje życie. Dziś przyglądam się tym górom inaczej, z większym zachwytem, z zapartym tchem. W oczekiwaniu na pociąg relacji Katowice – Zwardoń, z sentymentem decydujemy się na zakup pysznej bułki z pieczarkami, z której słynie jedna z tutejszych budek dworcowych. Po kwadransie nadjeżdża pociąg, w którym szybko lokalizujemy machających przez okno Basię i Donalda. Dosiadamy się do ich przedziału i podziwiając górskie krajobrazy jedziemy do Rajczy. Pociąg mija poszczególne stacje Bielska – Lipnik, Leszczyny, Mikuszowice, później jeszcze miejscowości Wilkowice i Łodygowice. Za oknem rozpościera się teraz obraz Jeziora Żywieckiego. Jest ono jednym z trzech zbiorników retencyjnych na Sole i ma powierzchnię 1000 ha. Jego utworzenie w 1966 roku spowodowało zalanie znajdujących się na jego obecnym terenie wsi, m.in. Tresnej, Zadziela i Starego Żywca. Obraz jeziora szybko znika, a za oknem pojawiają się pierwsze zabudowania Żywca, a później następnych, już typowo śródgórskich miejscowości – Cięciny, Węgierskiej Górki, Cisca i Milówki. W końcu, około 9:30 docieramy do Rajczy. Warto pamiętać, że Rajcza posiada dwie stacje kolejowe: Rajcza i Rajcza Centrum i szlaki turystyczne biegną właśnie z tego pierwszego przystanku. Rajcza jest dużą wsią znajdującą się w niewielkiej kotlinie u zbiegu Ujsoły i Czarnej Soły. Pochodzenie jej nazwy nie jest do końca jasne, wiąże się je z nazwiskiem Rayca pojawiającym się w zapiskach historycznych, ze słowem raj, raja oznaczającym mokradło, błoto, lub co najbardziej prawdopodobne ze słowem „rajczula” używanym czasem na Żywiecczyźnie , a oznaczającego zagrodę dla owiec.

* * *

Szlak niebieski rozpoczyna się właśnie na stacji Rajcza. Wychodzimy z dworca , skręcamy na prawo i wśród zabudowań Rajczy dochodzimy do głównej drogi. Przechodzimy mostem nad Sołą, za nim skręcamy w lewo, później szybko znowu w prawo gubiąc w końcu asfalt pod butami. Za około 2 i pół godziny powinniśmy dojść na Halę Boraczą. Szlak początkowo wiedzie szeroką leśną drogą, na której aktywnie prowadzone są wycinki lasu. Bardzo nie lubię takich odcinków, bo zawsze towarzyszy im odgłos piły spalinowej, a więc cywilizacji, a dodatkowo ciągniki przewożące drewno uwielbiają „zaznaczać” swoją obecność szerokimi, głębokimi śladami w podłożu, które przy najmniejszej mżawce szybko staje się jedną, wielką masą błota. Podążając doliną Białego Potoku szybko nabieramy wysokości. Spoglądając za siebie podziwiamy Rajczę, której zabudowania stają się coraz mniejsze. Po około 1 km szlak skręca ostro w prawo i równie ostro wznosi się teraz w górę. Unoszące się także coraz wyżej słońce, a także zupełny brak formy (wyłączając Donalda) objawiający się sporą zadyszką zmuszają nas do pierwszego postoju. Z mapy orientujemy się, że doszliśmy do niewielkiego przysiółka zwanego Sarnówką. Jakże miło jest delektować się majowym słońcem, wiosennym ćwierkaniem ptaków, lekkim wietrzykiem smagającym zmęczoną twarz. Jak genialnie położyć się na wysuszonej słońcem trawie i poczuć jej zapach.
Rozleniwieni ruszamy dalej. Im wyżej się wznosimy, tym szersze widoki otwierają się w prawo, na wschodnią część Worka Raczańskiego z Muńcułem, Mładą Horą i Bendoszką, na grupę Wielkiej i Małej Zabawy oraz główny grzbiet Beskidu Śląskiego w oddali. Szlak łagodnie biegnie teraz lasem, wzdłuż południowo – wschodnich stoków Suchej Góry, a następnie przekraczając potok Nickulina, wijąc się na przemian przez las, gdzie ścieżki plotą się wśród dorodnych buków, polany i poręby doprowadza nas do Polany Suchy Groń. Otwierają się tu widoki w różnych kierunkach: na północy Prusów, na południu, poprzez grzbiet Zapolanki, na wschodnią część Worka Raczańskiego.
Osiągamy Halę Cukiernica Wyżnia, a następnie przy zbiegu niebieskiego i zielonego szlaku – halę Cukiernica Niżna. Stąd widoczne są już zabudowania na Hali Boraczej, w tym schronisko PTTK – obiekt nietypowy, wybudowany w 1925 roku przez żydowską organizację sportową “Makkabi”. Schronisko było początkowo mniejsze i drewniane, ale cieszyło się dużą popularnością, co zdecydowało o jego przebudowie na murowany budynek z płaskim dachem. W okresie okupacji schronisko zostało częściowo splądrowane przez Niemców, a następnie opuszczone. Od 1946 ponownie udostępniono go turystom, natomiast w latach 70. Przeprowadzono generalny remont, zamurowując między innymi podcienia i nadając schronisku obecny kształt. Do schroniska mamy zaledwie jakieś 500 m, jednak decydujemy się kontynuować wędrówkę w kierunku Radykalnego Wierchu i skręcając w prawo obieramy szlak zielony, który po paru chwilach doprowadza nas do tabliczki z kolejnym rozstajem szlaków i informacją o dojściu na Radykalny Wierch (1144 m). Szlak czarny prowadzi stromo przez gęsty las świerkowy. Trawersując zbocze dochodzimy do rozległej, opadającej po grzbiecie Hali Redykalnej. Przez jej środek biegnie ścieżka prowadząca do Rajczy przez Zapolankę. Zapierające dech w piersiach widoki skłaniają nas do szybkiej decyzji o kolejnym, tym razem dłuższym odpoczynku. Po posiłku, herbacie i delektowaniu się widokiem korony Tatr na horyzoncie ruszamy w dalszą drogę – szlakiem żółtym przez grzbietowe, widokowe hale. Pierwszą z nich jest Hala Bacmańska, z której w kierunku południowym widoczny jest grzbiet graniczny od Trzech Kopców po Wilczy Groń, Grubą Buczynę i Krawców Wierch oraz ukryte częściowo za nimi wzniesienia Słowackiej Orawy. Na zachodzi dostrzec można Oszus, Rycerzową i Muńcuł.
Osiągamy kulminację Boraczego Wierchu (1244 m), dalej Halę Gawłowską oraz Bieguńską, u końca której szlak żółty spotyka się ze szlakiem zielonym. Podążając ścieżką wśród lasu przeciętego polankami osiągamy skraj Hali Lipowskiej. Z prawej strony mijamy wyciąg narciarski i dostrzegamy budynek Schroniska PTTK na Hali Lipowskiej. Schronisko to wybudowała Beskidenverein w 1931 roku łamiąc porozumienie zawarte z PTT o podziale kompetencji w zagospodarowaniu Beskidów. W czasie wojny schronisko pełniło funkcje domu wypoczynkowego dla Wermachtu. Przetrwało wojnę, lecz w 1945 roku zostało porzucone i zdewastowane. Jako mienie opuszczone przekazano je Oddziałowi PTT w Żywcu w 1955 roku. Generalny remont przeprowadzono w latach 70. XX wieku, nadając teraźniejszy charakter schroniska, o masywnej i wysokiej kamienistej bryle i spadzistym dachu.
Z Hali Lipowskiej podziwiać możemy Grubą Buczynę i Krawców Wierch pasma granicznego oraz szczyty słowackie. Po lewej stronie za południowymi stokami Pilska widnieją Tatry. Pierwotnie zaplanowaliśmy nocleg na Hali Rysianka, ale z uwagi na dużą ilość turystów na szlaku postanowiliśmy zapobiegawczo zapytać o wolne miejsca w Schronisku na Hali Lipowskiej. O zgrozo! O fuksie wielki! Zostały ostatnie trzy miejsca (a nas czwórka… w kupie raźniej), które bez chwili namysłu postanowiliśmy sobie przywłaszczyć…. Miło spędzony dzień czcimy zimnym, zakupionym w schronisku piwkiem, po którym szybko zasypiamy. W nocy budzą nas tylko odgłosy ogniskowej imprezy przy pobliskim schronisku na Hali Rysianka…

* * *

Następnego dnia, wczesnym rankiem wyspani i wypoczęci, pełni sił po pysznym śniadaniu rozpoczynamy marsz w kierunku Węgierskiej Górki. Wczorajsza pogoda była typowo majowa, tego ranka na własnej skórze odczuliśmy wiosenny przymrozek. Kontynuujemy wędrówkę żółtym szlakiem, którym wczoraj przyszliśmy na Lipowską i po kilkunastu minutach, z przerwami na wyciąganie z plecaków po kolei kurtek, szalików, czapek dochodzimy do Schroniska na Hali Rysianka. Bliskość dwóch schronisk może dziwić, lecz ma podłoże historyczne. Schronisko na Hali Lipowskiej funkcjonowało już kilka lat, kiedy to Gustaw Pustelnik z Bielska rozpoczął na Hali Rysiance budowę własnego domu. Jako że budowa była nielegalna i władze zażądały rozebrania domu, po usilnych staraniach zarówno Pustelnika, jak i Tatrzańskiego Towarzystwa Narciarzy z Katowic, w 1937 roku uruchomiono tu schronisko, którego gospodarzem został sam Pustelnik. Prawdopodobne jest, że był on współpracownikiem wywiadu niemieckiego, a ze schroniska uczynił świetny punkt obserwacyjny w przededniu ataku na Polskę. Po wojnie, w 1945 roku, schronisko opustoszało i zostało zdewastowane. W 1955 roku przekazano je oddziałowi PTT Żywiec.
Mimo że przeszliśmy zaledwie kilkaset metrów nie odmawiamy sobie zajrzenia do środka schroniska i skonsumowania czekolady na gorąco. Tak pokrzepieni ruszamy w dalszą drogę, za znakami czerwonymi, prowadzącymi już bezpośrednio do Węgierskiej Górki. Szlak obniża się wśród rzadkiego, górnoreglowego zagajnika i wkrótce możemy podziwiać widok na wspaniałe siodło Hali Pawlusiej i przeciwległy zalesiony stok Romanki (1366 m). Lekkim zakosem, lasem świerkowym schodzimy na przełęcz, gdzie spotykamy żółte znaki prowadzące na wprost na Romankę, my odbijamy w lewo, w las, trawersując w dół zbocze. Ścieżka jest wąska, kamienista i często wystają z niej korzenie. Przemierzamy strumyk, w którym odsłania się pięknie flisz karpacki (obecny zresztą bardzo często). Dochodzimy do szerszej drogi, bardzo niewygodnej, prowadzącej przez wycięty, nie do końca „posprzątany” las. W końcu dochodzimy do płaskiej, szerokiej drogi, prowadzącej ze szczytu Romanki. Idziemy szeroką polaną porośniętą trawą, z której odbijamy na lewo. Schodzimy teraz bardzo stromym, kamienistym żlebem w dół wzdłuż ścieżki rowerowej. Po około 5 minutach dociera do nas, że odbiliśmy błędnie ze szlaku, tam na górze. Mając w perspektywie ciepłą herbatkę w Schronisku Turystycznym Słowianka, które mieliśmy w zasadzie tuż „pod nosem” będąc na polanie zastanawiamy się nad powrotem żlebem na górę, jednak ostatecznie decydujemy się schodzić ścieżką do Skałki. Po ostrym zejściu żlebem na Hali Kupczykowej osiągamy pierwsze zabudowania i wschodzimy na wąską drogę asfaltową biegnącą slalomem w dół. Okolica jest malownicza, dużo tu nowych zabudowań i weekendowych daczy. Na biało kwitną drzewa owocowe, a droga nie ma końca. Nagle zatrzymuje się koło nas minivan z wesołymi chłopakami, którzy pytają czy nas nie podwieźć, a my przytłoczeni tym mozolnym asfaltem szybko się godzimy. Panowie, którym bardzo jesteśmy wdzięczni zawożą nas do samej Skałki. Stamtąd, bo zorientowaniu się, że nie ma co czekać na autobus uświadamiamy sobie, że czeka nas długa droga do Węgierskiej Górki. Podążamy więc monotonnie wzdłuż potoku Żabnica i w końcu po około 6 km wchodzimy do centrum miasteczka. Po drodze odwiedzamy „Fort Wędrowiec”. Fort ten jest jednym z czterech wybudowanych tu żelbetonowych bunkrów. Na terenie wsi miało ich początkowo powstać 16. Przez pierwsze dwa dni wojny – do 3 września 1939 roku broniła się w nich bohatersko kompania fortu Wojska Polskiego pod dowództwem kpt. Tadeusza Semika, ryglując przejście w stronę Żywca i odpierając ataki 7. Bawarskiej Dywizji Wermachtu. Wraz z „Wędrowcem” broniły się także bunkry „Waligóra”, „Włóczęga” i „Wąwóz”, dysponując zaledwie lekkimi działami i 20 karabinami ckm. Niemcy stracili 200 żołnierzy, a polskich żołnierzy do poddania zmusił dopiero brak amunicji. W odwiedzonym przez nam forcie Wędrowiec, jedynym udostępnionym do zwiedzania, urządzono niewielką ekspozycję i izbę pamięci, a Węgierską Górkę uhonorowano Orderem Krzyża Grunwaldu III klasy. Ciekawi mnie jak potoczyłyby się losy kraju gdyby naszemu pokoleniu przyszło w takich czasach stanąć w obronie…

* * *

Po dotarciu na dworzec kolejowy wsiadamy w dwupiętrowy pociąg, który Baschę i Donalda zawiezie bezpośrednio do Katowic, nas zaś do Bielska, skąd pks-em dotrzemy do Kęt…



Trasa wycieczki




Rajcza - stacja kolejowa




W drodze na Halę Cukiernica




Hala Boracza - widok z Hali Cukiernica




Na Hali Cukiernica Niżna




Przy rozstaju szlaku na Radykalny Wierch




Hala Radykalna




Panorama z Hali Bieguńskiej




Przed Schroniskiem PTTK na Hali Rysianka




Na Hali Pawlusiej




Jeden z potoków Romanki




Przy bunkrze Wędrowiec