Z Juraty do Chałup szlakiem nadmorskim zatokowym

Jeszcze przed świtem ruszyliśmy z Gdyni w kierunki Półwyspu Helskiego. Już ze wschodzącym słońcem dotarliśmy do Chałup, gdzie zostawiliśmy samochód i udaliśmy się na szynobus mający zawieść nas na początek trasy, do Juraty. W planie było przejście biorącego początek właśnie w Juracie Nadmorskiego Szlaku Zatokowego na odcinku do Chałup. 

Pogoda zapowiadała się tego dnia piękna, lecz mroźna. 30 stopniowy mróz miał trzymać przez cały dzie. Byliśmy więc naubierani jak bałwanki. Po chwili spędzonej na przystanku kolejowym w Chałupach szynobusem dojechaliśmy do Juraty. Pierwszym punktem wycieczki było zawitanie na tutejszym molo, wychodzącym w strone Zatoki Puckiej. Molo  jest drewniane i ma długość 320 metrów. Wybudowane zostało w latach 70. XX wieku. 

Z tego miejsca szlak wiedzie niewysokim lasem nad brzegiem Zatoki Puckiej. Zatoka zimą często częściowo zamarza. Tej zimy temperatury były na prawdę niskie, postąpaliśmy więc suchą stopą po Bałtyku.

Dość szybkim krokiem dotarliśmy do Jastarni. Znaleźliśmy otwartą kawiarnię i zagrzaliśmy się na kawce. Grzegorz zamówił wielką szarlotkę. Ja z Kasią byłyśmy dumne, że się jej oparłyśmy. Z perspektywy czasu jednak oboje żałujemy, że nie poszłyśmy wtedy w ślady Grzegorza! Z Jastarni szlak wychodzi w stonę otwartego morza. Zima i przyroda zgotowały tu pradziwą ucztę. Zwolniliśmy tempo i z wielkim zaciekawieniem patrzyliśmy na te lodowe cuda natury.

 

Dotarliśmy wkrótce do jednego ze schronów, należącego do Ośrodka Oporu Jastarnia. Ośrodek Oporu to zespół fortyfikacji, mający na celu ochronę Rejonu Umocnionego Helu od strony lądu. W skład Ośrodka Oporu Jastarnia wchodzą cztery główne schrony oraz schrony lekkie.

Wikipedia tak opisuje historię Ośrodka – W związku z utworzeniem w 1936 roku Rejonu Umocnionego Hel, zaplanowano zabezpieczenie półwyspu od strony lądu. Wybór padł na okolice Jastarni. Na północ od Jastarni, w miejscu gdzie szerokość półwyspu osiąga ok. 450 metrów, postanowiono ulokować punkt oporu. Punkt miał się głównie opierać na schronach betonowych. Ze względu na pierwszeństwo prac związanych z umiejscowieniem baterii dział, prace rozpoczęto dopiero w 1939. 15 V 1939 rozpoczęto prace fortyfikacyjne. Zakończenie planowano na 15 XI 1939. Wybuch wojny zastał fortyfikacje gotowe do obrony, jednak nie były one w pełni wyposażone (przykładowo: brakowało części uzbrojenia, systemów wentylacyjnych). Prace wykończeniowe trwały przez cały czas Obrony Wybrzeża. W czasie jej trwania pozycja nie była atakowana. Po zakończeniu kampanii wrześniowej obszar Ośrodka oporu Jastarnia był dalej utrzymywany przez Niemców w sprawności bojowej. Obiekty służyły jako schrony przeciwlotnicze, oraz jako posterunki obserwacyjne. Przygotowywane były również do obrony w 1945 roku. Po zakończeniu wojny schrony w dalszym ciągu były przewidywane w planach obronnych. Dopiero w końcu lat siedemdziesiątych zrezygnowano z tych planów. 15 VI 1999 roku decyzją Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków Ośrodek Oporu Jastarnia został uznany za zabytek. W 2000 roku fortyfikacje zostały przekazane w zarządzanie cywilne, co umożliwiło powstrzymanie ich dewastacji i przeprowadzenie prac konserwatorskich.

Schron, który zlokalizowany jest na plaży nosi nazwę Sęp. Jest to ciężki schron bojowy, przeznaczony dla broni maszynowej. Wobec położenia na plaży schron był bardzo trudny do zamaskowania. Aby zwiększyć odporność obiektu, zastosowano grubsze ściany niż w przypadku pozostałych obiektów. Grubość ścian zewnętrznych: 125-330 cm. Grubość pancerzy w ścianach 25 mm. Grubość kopuły pancernej 180-200 mm. Nie zmieniło to jednak klasy odporności i obiekt zapewniał ochronę przed uderzeniem pocisku o kalibrze 220 mm, przy jednokrotnym trafieniu w dane miejsce. Uzbrojenie schronu składało się z dwóch ckmów. Jeden był umieszczony w kopule pancernej, z możliwością prowadzenia ognia w sektorze czołowym 190°. Do prowadzenia ognia służyły trzy strzelnice. Zasięg umożliwiał wspieranie sąsiadującego schronu „Saragossa”. Drugi ckm był przeznaczony do prowadzenia ognia skośnego, w kierunku morza. Planowano też obiekt wyposażyć w kopułę pancerną z armatą ppanc 37 mm. Do momentu wybuchu wojny kopuła nie została dostarczona na Hel. Obrona okrężna obiektu została zredukowana do minimum i składała się z dwóch strzelnic dla rkm (jeden w kopule pancernej) i zrzutni granatów ręcznych. Dodatkowo w obiekcie znajdowało się miejsce dla moździerza 81 mm. Jednak jego użycie było możliwe po ustawieniu go na zewnątrz obiektu. Wejście do obiektu było bronione przez dwie strzelnice wewnętrzne.

Po zwiedzeniu schronu kontunuujemy wycieczkę podążając dalej niebieskim szlakiem. Prowadzi on teraz pasem wydm, wije w dół i górę pośród niskiego lasku nabrzeżnego. Wkrótce dochodzimy do Góry Libek. Jest to najwyższa wydma na Półwyspie Helskim.  Nazwa pochodzi od statku Lübeck, który wszedłszy na mieliznę, rozbił się tutaj prawdopodobnie w pierwszej połowie XVII w.

Za wydma robimy ekspresową przerwę na kanapkę. I nie siedzimy na drobnoziarnistym piasku, a na śniegu… próbując wbić zęby w zamarznięte masło. I tak było łatwiej niż poradzić sobie ze snickersem, którym poczęstowała nas Kasia.

Stąd szlak prowadzi ponownie plażą. Tym razem podziwiamy artystycznie zlodzone falochrony, które dość często spotka się w tej części półwyspu.

Po chwili ponownie wchodzimy do lasu. Mijamy spory głaz narzutowy opisany jako Miejsce Przerwania Półwyspu. Skąd to upamiętnienie? Otóż we wrześniu 1939 roku w celach obronnych podjęto próbę przerwania półwyspu poprzez wysadzenie zapory minowej pomiędzy Kuźnicą a Chałupami. Jako ładunków użyto głowic torped okrętowych zawierających łącznie ponad 20 ton materiałów wybuchowych. Jako lokalizacje dla takiej improwizowanej zapory minowej wybrano miejsce, gdzie Półwysep ma niecałe 200 metrów szerokości. Było to przedpole minionego przez nas Ośrodka Oporu Jastarnia, więc bardzo dobre zarówno ze strategicznego jak i taktycznego punktu widzenia. Głowice zakopano w piasku i zdetonowano w dniu 30 września 1939r, czyli na dzień przed podpisaniem kapitulacji Garnizonu Hel (akt podpisani w sopockim Grand Hotelu) i na dwa dni przed rzeczywistym wkroczeniem Niemców. Po prostu okazało się dopiero po wysadzeniu zapory, że w kraju zorganizowany opór stawiała wtedy jeszcze tylko Samodzielna Grupa Operacyjna Polesie (była za daleko, żeby pomóc Półwyspowi – zresztą sama skapitulowała 5 dni później) i samotnie walczący Hel nie ma najmniejszych szans na przezwyciężenie przeważających sił agresora. 

Szybkim krokiem przez las dotarliśmy w końcu do Chałup. 

Zmęczeni, zmarznięci ale w dobrych humorach wróciliśmy do Gdyni.