Wzdłuż Pasma Policy i na Babiej Górze

Zdobycie Babiej Góry „chodziło” za nami od ubiegłorocznego urlopu. Wtedy się nie udało, później jeszcze klika razy planowaliśmy kiedy można by na Diablaka wejść. W końcu, kiedy to postanowiliśmy wrócić wcześniej z Ukrainy i co za tym idzie mileiśmy klika niezagospodarowanych dni na południu Polski padła szybka decyzja. Babia Góra. Pogoda zapowiadała się świetnie, więc spakowaliśmy się i pojechaliśmy przez Kraków do Kojszówki, skąd na rozgrzewkę mieliśmy zaatakować Pasmo Policy.

* * *

Do Kojszówki chcemy jechać pociągiem, rozpoczynając na dworcu PKP w Kętach, z przesiadką w Kalwarii Lanckoronie, gdzie złapiemy pociąg relacji Kraków – Zakopane. Zakupujemy w promocji „Ty i raz, dwa, trzy” bilety do Kojszówki i oczekujemy razem z moim bratem Pawłem na pociąg. Jest troszkę mroźnie, ale zapowiada się fantastyczna pogoda. Z głośników dobiega nas głoś, że pociąg będzie opóźniony o 20 do 40 minut. Informacja ta podnosi nam nieco ciśnienie, bo na przesiadkę w Lanckoronie mamy jakieś 5 minut. Ryzykować czy jechać do Krakowa i tam łapać busa? Decydujemy się zamienić bilety na docelowe do Krakowa. W galerii umawiamy się z Bachą, siostrą Grzecha. W pełnym składzie spędzamy tam przedpołudnie i za namową Pawła podejmujemy decyzję o spędzeniu reszty dnia i wieczora w Krakowie. Następnego dnia o świecie jesteśmy już na Dworu PKP w Krakowie, skąd już bezpośrednio jedziemy do Kojszówki.

* * *

Malutka stacja w Kojszówce wita nas pięknym słońcem. Uradowani, że w końcu dotarliśmy na miejsce startu robimy jeszcze ostatnie zakupy w pobliskim sklepie i szybko odnajdujemy początek niebieskiego szlaku, który ma nas wyprowadzić na grań Pasma Policy. Zmierzamy wąską, asfaltową drogą w górę Cadyńskego potoku, przez osiedle Judaszówka. Przy ostatnich zabudowaniach skręcamy za szlakiem w prawo i wąskim jarem pniemy się troszeczkę w górę. Jar wygląda uroczo, jest cały zasypany pomarańczowymi i brązowymi jesiennymi liśćmi, które charakterystycznie szuszczą pod nogami. Po wyjściu z Jaru dochodzimy do domostw na terenie Juszczyna. alej kierujemy się w lewo, i po przekroczeniu mostka, znowu w lewo, a dalej za niebiskmi znakami, obok wierzby w prawo wychodzimy ponad wieś, w obszar pól. Stąd rozpoczynamy mozolne podejście na Burdelową Górę (761 m), co chwilę przystając i podziwiając roztaczającą się za nami panoramę Beskidu Makowskiego. Niestety mimo pięknej pogody, powietrze jest jakieś nieprzejrzyste, i ciężko rozróżniać poszczególne wzniesienia. W końcu dochodzimy do ławeczki pod Burdelową Górą, gdzie urządzamy sobie krótki odpoczynek.

* * *

Podążamy dalej, teraz już łagodną ścieżką, a chwilę później osiągamy rozwidlenie dróg, przy których na drzewie ktoś powiesił piękną kapliczkę. Zatrzymujemy się tu na chwilkę i podziwiamy panoramę roztaczających się przed nami gór. Skręcamy w lewo i coraz stromiej podchodzimy na przełęcz Malinowe. Pnąc się tak w górę i trawersując zbocza Cupla, dochodzimy w końcu do graniowego szlaku czerwonego, i za znakami podążamy w prawo, po kilku minutach osiągając Przełęcz Malinowe. Znajduje się tu pomnik poświęcony partyzantom walczącym tu w czasie II Wojny Światowej.

* * *

Od przełęczy podążamy dalej lekko w górę, za znakami czerwonymi, linią grzbietu. Szlak przechodzi lekko w dół, później w górę, droga jest teraz bardzo przyjemna, i spokojnie podążamy w listopadowym słońcu w stronę Hali Krupowej. Jedno z bardziej forsownych podejść prowadzi nas na Urwanicę (1106 m), a później dochodzimy do charakterystycznego zakrętu na którym stoi słup z linią wysokiego napięcia, a dalej ścieżkę na Okrąglicę, na której stoi Kapliczka Matki Bożej Opiekunki Turystów. My podążamy jednak dalej za znakami czerwonymi i już po chwili dochodzimy do rozległej polany – Hali Krupowej i rozwidlenia szlaków na Przełęczy Kucałowej (1170 m). Czarny drogowskaz pokazuje nam, że do Schroniska PTTK na Hali Krupowej pozostało nam 200 m. Faktycznie, gdy popatrzymy za strzałką, naszym oczom ukazuje się już zarys tego klimatycznego budynku. Schronisko na Hali Krupowej im. Kazimierza Sosnowskiego wybudowane zostało w 1935 roku z inicjatywy Gminy Sidzina oraz oddziałów PTT w Jordanowie i Łodzi. Budową schroniska kierował prof. Kazimierz Sosnowski. Hitlerowcy spalili schronisko jesienią 1944 r. Odbudowa, prowadzona przez Krakowski Oddział PTTK, została zakończona w październiku 1955 r. Elektryczność, uzyskiwana jeszcze za pomocą agregatu prądotwórczego, została doprowadzona do schroniska w 1967 r. 25 października 2001 r. schronisko zostało podłączone do linii wysokiego napięcia, a na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych zostało gruntownie wyremontowane i przebudowane. Od skrzyżowania szlaków schodzimy spokojnie do schroniska, gdzie zamawiamy nocleg i raczymy się zimnym piwkiem i przepysznymi pierogami z kapustą.

* * *

Ranek wita nas sporym wiatrem, ale generalnie ładna pogoda nadal się utrzymuje. Pośpiesznie pakujemy nasze manatki i schodzimy do jadalni. Jemy śniadanie, popijamy gorącą herbatą z cytryną i ruszamy w dalszą drogę. Dziś chcemy podążać dalej czerwonym szlakiem, którym zejdziemy do Przełęczy Krowiarki, a następnie wejdziemy na Babią Górę i dojdziemy do Schroniska PTTK na Markowych Szczawinach. Faktycznie przed schroniskiem wiatr daje się już we znaki. Podążamy szlakiem od południa trawersując zbocze Jasnej Góry. Wchodzimy w świerkowy las i dalej, trawersując Złotą Grapę wdrapujemy się na przełęcz pomiędzy Złotą Grapą, a Policą. Stoi tutaj tablica informująca nas, że oto właśnie wkraczamy na obszar rezerwatu przyrody na Policy im. Z. Klemensiewicza. Obszar rezerwatu obejmuje 58,73 ha wysokogórskiego boru świerkowego zachowanego w stanie naturalnym. Położony jest na wysokości od 1200 do 1369 m n.p.m. Nazwany został na cześć profesora UJ Zenona Klemensiewicza, językoznawcy i pedagoga, który zginął 2 kwietnia 1969 w katastrofie lotniczej na północnym stoku Policy. Idąc dalej Dochodzimy do wierzchołku Policy (1369 m). Na szczycie sporo jest powalonych drzew, przez co najbliższe otoczenie nie jest zbyt ciekawe, ale z drugiej strony umożliwia podziwianie widoków – przed nami rysuje się dumna Babia Góra, po lewej zarysy Tatr. Ruszamy w dalszą drogę, i po chwili dochodzimy do pomnika na upamiętniającego katastrofę lotniczą na Policy. Miała ona miejsce 2 kwietnia 1969 kiedy to rozbił się samolot An-24 SP-LTF lot 165 Polskich Linii Lotniczych LOT. Na pokładzie znajdowały się 53 osoby (47 pasażerów i 6 członków załogi), wszyscy zginęli. Samolot rejsowy LOT-u (lot 165) wystartował z lotniska Okęcie o 15:20. Planowany czas lotu do Krakowa wynosił 55 minut. Z nieznanych przyczyn samolot zboczył z kursu i rozbił się w górach, w gęsto zalesionym terenie, kilkadziesiąt kilometrów od lotniska w Balicach. Wśród ofiar znajdował się m.in. znany polski językoznawca Zenon Klemensiewicz (jego imieniem nazwano rezerwat przyrody na Policy, opisywany wcześniej), były minister lasów Stanisław Tkaczow oraz czternastoletni syn ministra komunikacji Piotra Lewińskiego, Stanisław.Władze w komunikacie oficjalnym nie ujawniły przyczyn katastrofy, które po dziś dzień pozostają niejasne. Niewyjaśnionym jest jak piloci mogli przeoczyć Kraków przy panującej wówczas dobrej widoczności. Ewentualnym wytłumaczeniem tego faktu może być jakość aparatury nawigacyjnej w Krakowie. Pojawiają się również sugestie, że piloci próbowali uciec z Polski, stąd też ich przelot na niskiej wysokości nad Beskidami, który mógł doprowadzić do katastrofy.W miejscu katastrofy jej ofiary upamiętnia drewniany krzyż. Na krzyżu umieszczono dodatkową tabliczkę wykonaną z resztek poszycia samolotu z informacją o oddziale partyzanckim działającym w tym rejonie. Jest tutaj także pamiątkowa tablica z nazwiskami ofiar katastrofy.

* * *

Ruszamy w dalszą trasę, podążając granią za czerwonymi znakami. Dochodzimy do Kiczorki i niewielkiej Hali Śmietanowej, gdzie szlak czerwony odbija wyraźnie w lewo. Cały czas schodzimy teraz w dół, szybko tracąc wysokość. Od Niżniego Syhlca schodzimy do przełęczy, a stamtąd ponownie lekko w górę osiągamy Syhlca (1146 m). Chwilę później dochodzimy do asfaltowej drogi łączącej Zawoję z Zubrzycą Górną, i po jej przekroczeniu zasiadamy przy drewnianych ławach na Przełęczy Krowiarki, zwanej także Przełęczą Lipnicką. Wygrzewamy się trochę w słońcu, marzymy o pięknych widokach na górze, posiłkujemy się energetycznym batonem i ciepłą herbatą z termosu, po czym ruszamy w dalszą drogę. Teraz już bezpośrednio za czerwonym szlakiem na Babią Górę.

* * *

Szlak szybko wznosi się lasem stromo w górę. Towarzyszą nam cały czas kamienne stopnie, którymi jak po schodach wchodzimy mozolnie w górę. Po około godzinie takiej „wspinaczki” wychodzimy z lasu na platformę widokową na Sokolicy (1367 m). Wiatr chce głowę urwać, ale widoki z platformy rekompensują aurę. Widzimy teraz całe Pasmo Policy, które „czujemy” w nogach, a także długą, piękną, jesienną Zawoję i wznoszący się nad nią Mosorny Groń ze stokiem narciarskim. Z drugiej strony nasz cel – Babia Góra, niestety całkowicie zakryta chmurą, w którą zdajsie niebawem przyjdzie nam wejść, żegnając piękne widoki.

* * *

Faktycznie, wspinamy się jeszcze jakiś kawałek wśród kosodrzewiny, a po chwili wchodzimy już w chmurę, i żegnamy się z widokami właściwie do końca dnia (nie licząc niewielkiego „przewiania” na Przełęczy Brona, po zejściu z Babiej Góry). Teraz coraz częściej patrząc w dal za tyczkami z czerwonymi znakami próbujemy ustalić dokąd iść. Chmura gęstnieje, kosówki chroniącej przed wiatrem jak na lekarstwo, wiatr coraz silniejszy. Szczytu nie widać. Idziemy tak nie wiem ile, ale ten czas zdaje się być wiecznością. Wiatr dmie coraz bardziej i teraz już właściwie trzeba iść pochylonym o minus 45 stopni od kierunku wiatru, żeby ten nas utrzymywał w „pionie”. Energii tracimy sporo, ale w końcu osiągamy szczyt Babiej Góry, niestety z zerowymi widokami. Przed nami kolejne wyzwanie. Zejście oblodzoną, przysypaną świeżym śniegiem ścieżką w kierunku Przełęczy Brona. Wiatr nie ustaje. Zarówno ja, jak i Grzegorz zaliczamy po trzy wywrotki ( w tym bolesne na kolana.. ałć), ale w końcu wchodzimy w kosówkę, która chroni trochę przed tym szalonym wiatrem. Teraz można zamienić parę słów, bo wcześniej wiatr skutecznie uniemożliwiał jakąkolwiek rozmowę, nawet kiedy staliśmy bardzo blisko siebie. Schodzimy mozolnie i powoli czerwonym szlakiem do Przełęczy Brona, a później jeszcze ostrożniej, wzdłuż zamarzniętych cieków wodnych w lewo, już bezpośrednio do Schroniska na Markowych Szczawinach, marząc o gorącej herbacie i prawdziwym góralskim kapuśniaku.

* * *

Schronisko na Markowych Szczawinach kiedyś było naprawdę bardzo klimatyczne. Ja szczególnie zapamiętałam go z jednego z wypadów z Sekcją Turystyki Górskiej jeszcze z czasów studiów. Teraz przed nami rysuje się nowy budynek schroniska, komercyjnie wielki, drogi moloch… No cóż takie czasy. Mieli budynek oddać jakoś na dniach, w każdym razie jeszcze do użytku gotów nie jest i przychodzi nam spać w Goprówce, służącej teraz jako zastępcze schronisko. Goprówka jest drewniana, ciasna i klimatyczna. Dostaje się nam pokój z dwoma sympatycznymi panami z Ostrowca Świętokrzyskiego. Kapuśniak zamawiamy, herbatę również i ze wspomnieniami ze szczytu miło spędzamy wieczór.

* * *

Rankiem planujemy udać się na wschód słońca na Babią Górę wychodząc tym razem żółtym szlakiem tzw. Percią Akademików. Niestety pogoda za oknem daje nam znaki, że pomysł nie jest zbyt dobry. Przez noc zdążyło napadać jakieś 15 cm śniegu, pada cały czas. Nawet jeśli powolutku wejdziemy na Babią to widoki będą zapewne „wczorajsze”, czyli żadne. Rezygnujemy więc z naszego ambitnego planu, i postanawiamy po szybkim śniadaniu zejść bezpośrednio do Zawoi Markowej zielonym szlakiem. W połowie drogi śnieg zamienia się w uciążliwy deszcz, który tego dnia raczej nie zamierzał już przestać padać. W Zawoi, na przystanku czekamy pół godziny i wchodzimy do autobusu, który wiezie nas do Suchej Beskidzkiej. Stamtąd busikiem udajemy się do Wadowic, i dalej pks-em do Kęt, gdzie czeka na nas pyszny obiad.

* * *

Babia Góra w końcu została zdobyta, jednak nie takich widoków spodziewaliśmy się z Królowej Beskidów. Na pewno trzeba będzie tam wrócić i może tym razem zaatakować Diablaka Percią Akademików. No i może przekonać się do nowo otwartego, już działającego schroniska.. może nie taki diabeł straszny…