Szlakiem Trójmiejskim po Gdańsku

Po udanym wypadzie w Tatry naszło nas na krajoznawcze zwiedzanie Trójmiasta. Zakupiliśmy mapę pt. „Trójmiejski Park Krajobrazowy” i zaplanowaliśmy naszą pierwszą trasę po parku. Grzegorz początkowo nie był zachwycony, gdyż nie uśmiechało mu się włóczenie po lasach (on wolałby włóczyć się po plaży). Ja natomiast entuzjastycznie nastawiona dzierżyłam w ręce mapę i ochoczo prowadziłam nas żółtym szlakiem trójmiejskim, niedawno jeszcze nazywanym szlakiem Wzgórz Trójmiejskich.

* * *

Wczesnym rankiem, jeszcze przed świtem udajemy się na start szlaku – pod dworzec PKS w Gdańsku. Szlak bierze tu swój początek i już po kilku minutach czeka nas pierwsza atrakcja. Dochodzimy do Góry Gradowej, na której stoi wielki krzyż i z której roztacza się rozległy widok na Gdańsk. Na górze spędzamy trochę czasu w oczekiwaniu na wschód słońca, ale ten nie chce nadejść. Mija 20-30 minut, a my już trochę zaczynamy marznąć. Postanawiamy więc ruszać dalej na szlak, i teraz w porannej szarówce poruszamy się dalej za żółtymi znakami.

* * *

Po zejściu z Góry Gradowej odwiedzamy Cmentarz Żołnierzy Radzieckich, po czym skręcamy na prawo i idziemy teraz parkiem. Ścieżka wyprowadza nas w końcu na nowe osiedle przy ulicy Focha. Dalej za osiedlem wychodzimy na rozległą polanę, skąd roztacza się widok na Bałtyk i urządzenia stoczniowe. Tu schodzimy w dół, mijamy szpital, przechodzimy przez budzącą się powoli do życia ulicę Sobieskiego i dochodzimy do pięknego parku. Tu Grzegorz pochłonięty jest fotografowaniem kaczek, a ja pozwalam sobie napocząć gorącą termosową herbatkę, w oczekiwaniu na koniec sesji zdjęciowej. Za parkiem ścieżkę podchodzimy teraz wzgórzami porośniętymi lasem. Rzeźba terenu jest na prawdę urozmaicona i można się porządnie zmęczyć. Dochodzimy na kulminację Strzyskiej Góry, a później w dół w kolejną trójmiejską dolinę – Jaśkową Dolinę. Stąd ponownie w górę, teraz jakby trochę z dala od cywilizacji. Tu w końcu mijamy w lesie kilka osób spacerujących z psiakami. Starsi panowie zdziwieni pytają gdzie mamy narty – cóż moda na nordic walking widać do Gdańska dopiero dociera…

* * *

Dochodzimy do Piecek-Migowa. Mijamy charakterystyczne ruiny wiaduktu kolejowego. Wiodła tędy niegdyś linia kolejowa… szkoda że już jej nie ma bo na pewno usprawniłaby komunikację w Trójmieście. Dalej poruszamy się szeroką drogą idącą właśnie wzdłuż starego nasypu. Przy pięknej sosence szlak zakręca w prawo i wychodzimy na kolejne nowe osiedle – Herlinga Grudzińskiego. Kilka minut później dochodzimy do tabliczki – Rezerwat Dolina Strzyży (hehe… piszę te wspomnienia bagatela pod koniec 2010 – teraz do rezerwatu zaglądam parę razy w tygodniu, gdyż na jedno z tutejszych osiedli los nas zaprowadził… a wtedy nie byłam tego świadoma ;p).

* * *

Rezerwat został utworzony w 2007 roku. Chronik on zbiorowiska łęgowe i grądowe w dolinie potoku Strzyża oraz stanowiska roślin chronionych i rzadkich. Idziemy wzdłuż potoku, gdzieniegdzie ślizgając się na zleżanym śniegu. Wkrótce skręcamy w prawo i dochodzimy do Sanktuarium w Metamblewie. Dalej dość długim odcinkiem pod górę dochodzimy do Złotej Karczmy – nieopodal centrum handlowego Matarnia.

* * *

W ulicznym zgiełku pokonujemy wielkie skrzyżowanie i zaraz znowu znikamy w zaciszu trójmiejskich lasów. Teraz już coraz bardziej dziką ścieżką dochodzimy do Drogi Węglowej. Tutaj decydujemy się na skrócenie sobie szlaku – Drogą Węglową dochodzimy do Doliny Radości, i wzdłuż Potoku Oliwskiego niebieskim szlakiem dochodzimy do gdańskiej Oliwy.

* * *

Do kolejki SKM udajemy się zaliczając po drodze wejście na wieżę widokową na górze Pachołek oraz słynny Park Oliwskim, w którym kolejną sesję zdjęciową mają gdańskie kaczki. Dalej skmką dojeżdżamy do centrum Gdańska i już o zmroku pojawiamy się na Łąkowej.