Doliną Małej Łąki przez Przysłop Miętusi do Doliny Kościeliska

Kolejny dzień w Tatrach postanowiliśmy spędzić tym razem w ich zachodniej części. Chcieliśmy przejść Dolinę Małej Łąki, wdrapać się na przysłop Miętusi i stamtąd zejść do Doliny Kościeliska, a później dojść do jej końca, do Schroniska na Hali Ornak. Wstaliśmy więc przed świtem, tak by jak najszybciej dostać się do wylotu Doliny Małej Łąki. Na czarnym od nocy niebie nie świeciła ani jedna gwiazdka, jednak ranek był bardzo mroźny i byliśmy pełni nadziei na ładną pogodę. Zjedliśmy szybkie śniadanie w swoim pokoju w „Siuchajsku”, wypiliśmy po łyku gorącej herbaty i ruszyliśmy w drogę.

* * *

Nie czekając na busa ruszamy „z buta” drogą prowadzącą od Krzeptówek w kierunku Kościeliska. Przy parkingu nieopodal gajówki Mała Łąka odbijamy z uciążliwej, ruchliwej drogi na lewo, na szlak niebieski, który prowadzi nas już bezpośrednio Doliną Małej Łąki na Przysłop Miętusi. W Bedekerze Tatrzańskim przeczytać można, że Dolina Małej Łąki była pierwotnie terenem eksplorowanym głównie przez pasterzy, którzy prawdopodobni nadali jej tę nazwę. Podążamy wzdłuż Małołąckiego Potoku, rozglądając się i patrząc błagalnie na zachmurzone całkowici niebo. Potok jest częściowo zamarznięty, a na kamieniach w jego dnie tworzą się piękne sople, wdzięczne do fotografowania. Po około trzydziestu minutach marszu dochodzimy do rozwidlenia szlaków niebieskiego i żółtego. Szlak żółty doprowadza do Rówieniek, a dalej na Małołączniak, zaś szlak żółty, którym odbijamy w prawo wyprowadza nas mozolnie w górę, na Przysłop Miętusi.

* * *

Przysłop Miętusi stanowi popularny punkt widokowy, obok drogowskazu, rozwidlenia szlaku, jest tutaj ławeczka i stół, przy których można odpocząć. Postanawiamy zrobić pierwszą przerwę i delektować się widokami. W kierunku zachodnim widać stąd wznoszący się dumnie Kominiarski Wierch (1829 m), a przed nim polanę Stoły, oraz otoczenie dolin Lejowej i Kościeliska. Przed nami Czerwone Wierchy reprezentowane przez urwiska Ciemniaka i Krzesanicy. Jesteśmy tymi widokami zachwyceni, tym bardziej, że wiatr powoli przepycha chmury, i niebo zdaje się być coraz bardziej przejrzyste. Może jeszcze dziś zobaczymy słońce.

* * *

Ruszamy w dalszą drogę obierając czarny szlak, odcinek ścieżki pod Reglami. Schodzimy teraz łagodnie w dół Doliną Miętusią, aż do ujścia Miętusiowego Potoku do Potoku Kościeliskiego. Broczymy po kolana w śniegu, ale śnieg nie jest zmrożony i idzie się dość przyjemnie, jakby z dodatkową amortyzacją. Przy ujściu potoku dochodzimy do Cudakowej Polany, będącej już częścią Doliny Kościeliskiej. Dolina sięga od podnóży regli, po główny grzbiet Tatr i jest drugą pod względem wielkości doliną w Tatrach. Podążamy już teraz zielonym szlakiem, przekraczamy mostek na Potoku Kościeliskim, i już za chwileczkę dochodzimy do polany Stare Kościeliska. Tutaj, tuż przy kapliczce zwanej zbójnicką robimy kolejny odpoczynek. Warto zwrócić uwagę na dawne dzieje polany. Jak pisze w swoim przewodniku Nyka, około 1770 roku funkcjonowała tu mała huta metali kolorowych. Około 30 lat później przerobiono ją na kuźnicę żelaza, którą zlikwidowano w 1841 roku.

* * *

Podążając dalej za zielonymi znakami dochodzimy do półkilometrowego wąwozu nazwanego przez Towarzystwo Tatrzańskie Bramą Kraszewskiego. Dalej, mijamy Halę Pisaną, ponad którą już teraz na le niebieskiego nieba górują skały Stołów, Organów, Saturna oraz Raptowickiej Turni. Dalej droga zwęża się, po prawej mijamy wyjście czerwonego szlaku z Jaskini Mylnej, a po lewej wejście do Wąwozu Kraków. My jednak wciąż podążamy Doliną Kościeliska dochodząc do Polany Smytniej i ostatecznie do Hali Ornak ze schroniskiem PTTK. Widoki z Hali zapierają dech w piersiach. Przed nami, ośnieżona, w pełnym słońcu, na tle niebieskiego nieba góruje Bystra (2248 m), najwyższa spośród wierzchołków Tatr Zachodnich, obok Błyszcz (2159 m), a w dole Dolina Pyszna. Po prawej mamy budynek schroniska PTTK wybudowanego w latach 1947-48, w stylu zakopiańskim i stanowiącego własność TPN. Wybudowano go w zastępstwie dawnego schroniska na Hali Pyszniańskiej, które w czasie II wojny światowej zostało spalone przez Niemców. W 1973 r. nadano mu imię prof. Walerego Goetla (widać akcent geologiczny musi być wszędzie). W schronisku zamawiamy gorącą herbatę z cytryną i sokiem malinowym i rozkoszujemy się napojem, a także cudownym słońcem wpadającym przez okna jadalni. Posilenie i wypoczęci spędzamy jeszcze jakiś czas na polanie przed schroniskiem, i postanawiamy ruszyć w powrotną drogę.

* * *

Tą samą ścieżką, wzdłuż zielonego szlaku idziemy w stronę Kir. Po trzydziestu minutach dochodzimy do odbijającego w lewo czerwonego szlaku do Jaskini Mylnej. Jest ona położona na wysokości około 1098 m. Łączna długość korytarzy wynosi 1080 m, jednak dla turystów została udostępniona tylko 300-metrowa trasa. Pierwszą komorę, tzw. Obłazową Jamę można zobaczyć bez światła. Znajdują się tu okna skalne, tzw. okna Pawlikowskiego, przez które widać Bystrą i Błyszcz. Dalsza część jaskini to ciąg podziemnych, rozgałęzionych korytarzy i komór, ciemnych, miejsca ciasnych i mokrych. My niestety nie wzięliśmy ze sobą czołówek, dlatego udaje się nam zwiedzić tylko część, do której dochodzi światło dzienne, a więc wspomnianą Obłązkową Jamę, po czym wracamy w główną część Doliny Kościeliska. Mijamy Pisną Polanę, Bamę Kraszewskiego i ponownie dochodzimy do Cudakowej Polany. Stąd, kierujemy się do wylotu doliny, do Kir, będących przysiółkiem wsi Kościelisko. Po drodze mijamy Bramę Kantaka, czyli ciasne wrota skalne, wyrzeźbione przez Kościeliski Potok w bardzo twardych jurajskich wapieniach. Nazwa została bramie nadana w 1877 r. przez Towarzystwo Tatrzańskie, na cześć członka tego towarzystwa i równocześnie posła na Sejm – Kazimierza Kantaka. W Bramie Kantaka Niemcy w czasie II wojny światowej planowali zbudować zaporę spiętrzającą wody Kościeliskiego Potoku, rozpoczęli nawet prace badawcze. Po II wojnie światowej komunistyczne władze również miały takie plany. Pamiątką po tych planach jest sztolnia wykuta w 1954 r. we wschodniej ścianie skalnej.

* * *

Do Kir docieramy już o zmroku, a czas oczekiwania na busa postanawiamy spędzić w przydrożnej karczmie, znajdującej się na przeciw przystanku. Dzisiejszy dzień, mimo pochmurnego poranka, znowu rozpieścił nas pogodą, robiąc chrapkę na to, że jutro może być jeszcze piękniej. Popijając zimną Tatrę i wypatrując autobusu snujemy plany na jutro, zastanawiając się jak wcześnie zaatakować Dolinę Chochołowską.