Na Turbaczu, w Hawiarskiej Kolibie i Kurnytowej Chacie

Wakacyjny urlop 2007 roku mijał bardzo szybko. Na półmetku bawiliśmy się na całego na kieleckim weselu, wracając już w niedzielę pośpiesznie do Kęt. Wszystko dlatego, że na poniedziałek zaplanowaliśmy wyjazd w Gorce. Autobus do Zakopanego przez Rabkę z dworca w Kętach odjeżdżał o 7 rano, więc chcieliśmy się zdążyć spakować i odespać zarwaną, wybawioną i wytańczoną nockę. W górach chcieliśmy pobyć 5 dni – do piątku, poruszając się pomiędzy Turbaczem, Kudłoniem, Gorcem i Lubaniem.



Trasa wycieczki

Gorce położone są pomiędzy Kotliną Nowotarską i Pieninami na południu, Beskidem Sądeckim od wschodu, Wyspowym od północy i pasmem Orawsko – Podhalańskim na zachodzie. Rozciągają się one z południa na północ na długości ponad 30 km, a z zachodu na wschód na długości około 15 km. Nie mogąc się doczekać tej naszej pierwszej wycieczki w Gorce postanawiamy wyjść na autobus już około wpół do siódmej. Piękny słoneczny ranek i perspektywa widoku górskich ścieżek i hal powoduje, że droga mija w świetnych nastrojach. Na dworcu jednak nasza radość szybko tryska, gdyż okazuje się, że nastąpiła w Kętach zmiana rozkładu jazdy, i najbliższy autobus do Rabki pojedzie około 14.00. Jesteśmy rozczarowani, rozdrażnieni, mocno wkurzeni i źli na siebie, że zaufaliśmy internetowej rozpisce autobusów na stronie miasta Kęty. Nadjeżdża autobus do Bielska – Białej więc szybko, bez zastanowienia do niego wsiadamy, mając nadzieję, że może z Bielska uda się nam złapać jakiś środek komunikacji zmierzający w kierunku Gorców. Okazuje się, że faktycznie odjeżdża autobus do Zakopanego, nie jedzie przez Rabkę, lecz robi malowniczą trasę przez Suchą Beskidzką, Maków Podhalański i Jordanów. Jako że droga w autobusie zdecydowanie się dłuży postanawiamy opracować plan dzisiejszej wycieczki rozważając alternatywne przystanki na drodze autobusu, z których moglibyśmy zaatakować Turbacz. Decydujemy się na zakończenie podróży w Klikuszowej, do której dojeżdżamy dopiero około 12:30.

* * *

Klikuszowa to niewielka wieś leżąca na wysokości 600 – 700 m, między grzbietem Obidowej Matejową. Pierwsza wzmianka o wsi pochodzi z 1343 roku. Wieś słynęła z procesów przeciwko władzy – częste były i spiski, i zbójnictwo, zdarzały się wystąpienia zbrojne. We wsi nie ma zabytków, ale można tu zobaczyć sporo starych kapliczek. Nad sadzawką przy kościele, po prawej stronie szosy stoi okazała figura górala z wędką. Tradycja mówi, że to znak dla turystów i wczasowiczów udających się na Podhale i w Tatry. Dziś wędka podniesiona jest wyżej, co znaczy, że będzie słoneczna pogoda. Uradowani, że w końcu jesteśmy na na miejscu pośpiesznie odszukujemy rozpoczynające się tu czarny szlak prowadzący na Bukowinę Miejską (1143 m). Idziemy wzdłuż wsi, główną szosą, po czym skręcamy za znakami w lewo za cmentarzem. Idziemy teraz łagodnie kamienistą szeroką drogą, pośród rozległych polan z pożółkłą trawą. Wchodzimy w gęsty las, a droga nieznacznie się zwęża. Dobiegają nas odgłosy piły spalinowej i już za kilka chwil dochodzimy do miejsca wycinki lasu. Szlakiem dalej nie możemy iść, gdyż na dłuższym odcinku jest on dosłownie „zasypany” świeżo ściętymi drzewami. Omijamy obszar wycinki i po około 10 minut wracamy z powrotem na czarny szlak. Droga biegnie teraz niewielkim kamienistym parowem, a jej przejście utrudniają leżące w poprzek niej powalone, dość grube drzewa. Wysoko podnosimy nogi, a czasem po prostu siadamy z jednej strony na drewnach i przenosimy nogi na drugą stronę. Gdzieniegdzie drzewa leżą zbyt wysoko i udaje się prześlizgnąć poniżej. Jest to uciążliwe, tym bardziej, że szlak staje się coraz bardziej stromy a popołudniowy sierpniowy żar nie znajduje cienia. Wymęczeni dochodzimy do zalesionego wierzchołka Bukowiny Miejskiej, a nieopodal, na Łapsowej Polanie przystajemy i odpoczywamy na rozłożonych karimatach.

* * *

Pokrzepieni odpoczynkiem ruszamy w dalszą drogę, ale czujemy już, że zmęczenie podróżą, ciężkim podejściem i żarem z nieba daje się we znaki. Szlak wiedzie teraz wśród ciemnego lasu monotonnie w górę. Po dłuższej drodze dochodzimy w końcu na polany w rejonie szczytu Hrube (1036 m), porośnięte przekwitniętymi borowinami oraz urodzajnymi krzakami ostrężyc. Grzegorz postanawia posilić się owocami lasu i ponownie robimy sobie przerwę. W dalszą drogę wciąż ciemnym lasem ruszamy po chwili. Dochodzimy do Bukowiny Miejskiej, gdzie kończymy wędrówkę szlakiem czarnym na rzecz biegnącego tu z Kowańca szlaku żółtego.

* * *

Przy rozdrożu szlaków, tuż poniżej wierzchołka, znajduje się ufundowany przez członków Koła Łowieckiego ołtarz polowy. Odbywać się przy nim mają msze św. rozpoczynające i kończące sezon łowiecki. Idziemy teraz łagodną bardzo szeroką drogą za znakami żółtymi. Z malowniczych hal rozpościerają się wspaniałe widoki na górną część doliny Lepietnicy oraz górujący nad nią grzbiet Średniego Wierchu, kopułę Turbacza. Wkrótce szlak doprowadza na kolejną polanę, na której stoi okazała, drewniana kaplica Matki Boskiej Królowej Gorców. Została ona wybudowana w 1979 r., w 900-lecie męczeńskiej śmierci św. Stanisława. Poświęcono ją papieżowi Janowi Pawłowi II z okazji jego pielgrzymki na Podhale w czerwcu właśnie 1979 roku. Wchodzimy do kaplicy bo pomodlić się w ciszy. W środku kaplicy znajduje się sporo elementów nawiązujących do symboliki papieskiej, maryjnej oraz historyczno-patriotycznej. Są również akcenty partyzanckie – tablica upamiętniająca poległych w Gorcach partyzantów I Pułku Strzelców Podhalańskich. Obok kaplicy ustawiono drewnianą dzwonnicę, a powyżej symboliczny grób katyński. Siedzimy jeszcze chwilę na drewnianych ławkach przed wejściem do kaplicy i po krótkiej zadumie nad pięknem i magią tego miejsca ruszamy dalej żółtymi znakami w stronę Turbacza. Szlak, przekracza linię grzbietu i wyprowadza na zarastającą polanę Wisielakówka. Tu od roku 1925 stało pierwsze schronisko pod Turbaczem, które niestety spłonęło. Szlak podchodzi dalej polaną z widokiem na Halę Długą na prawo od Turbacza, Kiczorę i pod nimi głęboko wciętą, źródłową część doliny Łopusznej. Na skraju kolejnej polany znajduje się szałas i skrzyżowanie szlaków. Droga jest wciąż szeroka i zaczynamy mijać coraz więcej osób, które schodzą zapewne z Turbacza. Przed nami rysuje się już wyraźnie zalesiona kopuła Turbacza i wystający znad lasu dach schroniska. Wchodzimy w wąską ścieżkę trawersującą zbocze Turbacza i ostrym podejściem, pomiędzy drzewami, i po ich korzeniach dochodzimy do Schroniska PTTK pod Turbaczem.

* * *

Pierwsze, wspomniane wcześniej schronisko na Turbaczu wybudowało w 1925 r. PTT oddział „Gorce” na mijanej przez nas polanie Wisielakówka. Służyło turystom tylko do 17 grudnia 1933 r, kiedy to podpalili go nieznani sprawcy, najprawdopodobniej kłusownicy uważający, że turystyka szkodzi ich interesom. PTT rozpoczął budowę drugiego schroniska w górnym skraju Hali Długiej, prace przerwał wybuch II wojny światowej. Część budynku oraz tymczasowy barak funkcjonowały jednak – głównymi odwiedzającymi nie byli nieliczni podczas wojny turyści, lecz partyzanci Konfederacji Tatrzańskiej, a później Armii Krajowej, którzy mieli tutaj swój punkt kontaktowy. W lipcu 1943 roku podczas dużej obławy Niemcy zajęli schronisko, zmuszając partyzantów do ewakuacji na polanę Stawieniec pod Kudłoniem. W listopadzie 1943 schronisko spłonęło – zniszczyli je Niemcy, którzy chcieli w ten sposób pozbawić wroga zaplecza do akcji dywersyjnych, albo sami partyzanci chcąc zapobiec rozlokowaniu niemieckich patroli w budynku. Budowę trzeciego, obecnie istniejącego schroniska ukończono w 1958 r., a w 1990 r. zmodernizowano je. Wchodzimy do wewnątrz budynku i zamawiamy posiłek. Wykupujemy miejsce noclegowe na polance obok schroniska i po chwili odpoczywamy już przed rozbitym namiotem. Ranek jest bardzo zimny dlatego bardzo wcześnie wstajemy, osuszamy nawilgnięty namiot i ruszamy w dalszą drogę.

* * *

Zmierzamy szlakiem czerwonym biegnącym w kierunku Lubania. Tuż za schroniskiem wchodzimy w obszar utworzonego w 1981 roku Gorczańskiego Parku Narodowego. Chroni on centralną i północno – wschodnią część Gorców, w tym największe bogactwo naturalne tych gór – puszczę karpacką. Najmniej zmienione przez człowieka są dolnoreglowe lasy mieszane, zwane buczyną karpacką. Najwyższe wzniesienia porasta bór świerkowy, zajmujący piętro regla górnego. Na rozległym obszarze drzewa dożywają sędziwego wieku i obumierają, ustępując miejsca młodemu pokoleniu. Szczególną wartość dla krajobrazu i przyrody Gorców mają polany reglowe postałe w wyniku tradycyjnej gospodarki pasterskiej. Pozostałością dawnej kultury są drewniane szałasy reprezentujące regionalne budownictwo zagórzańskie i podhalańskie. Z pierwotną puszczą związane są duże drapieżniki: wilk i ryś oraz ssaki kopytne. Różnorodność drzewostanów sprzyja gniazdowaniu wielu gatunków ptaków. Są wśród nich tak rzadkie jak puchacz i głuszec. Bogata roślinność lasów oraz kwiecistych łąk tworzy siedliska dla zwierząt bezkręgowych, zwłaszcza owadów. Zawsze gdy myślę o GPN przychodzi mi do głowy pan Z.Ż. właściciel naszego mieszkanka studenckiego na Żabińcu – to były czasy…

* * *

Schodzimy dość ostro kamienistą ścieżką i po chwili dochodzimy do rozległej i malowniczej Długiej Hali, która składa się z 3 polan – Wolnicy, Wzorowej i Wierchów Zarębskich. Jeszcze długo po II wojnie światowej polana była intensywnie wypasana. W latach 90. zaprzestano wypasu. By jednak nie dopuścić do zarośnięcia polany lasem i zachować kulturę pasterską, w 2003 GPN ponownie wprowadził na polanie kulturowy wypas owiec. Na środku polany znajduje się bacówka, w której można kupić oscypki i napić się żętycy. Obok bacówki stoi żelazny krzyż upamiętniający śmierć młodej dziewczyny, która została 17 lipca 1943 r. zastrzelona przez Niemców, gdy usiłowała ostrzec partyzantów. W górnym, wschodnim końcu polany znajduje się budynek, tzw. „Chatka u Metysa”, w którym mieściła się kiedyś noclegownia pozbawiona cywilizacyjnych udogodnień. Hala Długa jest doskonałym punktem widokowym, daltego też postanawiamy pozostać tu trochę i poleżeć w sierpniowym, wznoszącym się ku górze słońcu. Delektując się pogodą obserwujemy sąsiednie szczyty Gorców – Czoło Turbacza, Mostownicę, Kudłoń, Jaworzynę Kamienicką i Kiczorę oraz Pasmo Lubania. Niestety widoczność nie jest dziś rewelacyjna bo przecież można stąd podziwiać również wierzchołki Tatr.

* * *

Nasyceni widokami ruszamy na szlak. Dalsza droga wiedzie węższą ścieżką pośród lasu. Dochodzimy do rozwidlenia szlaku czerwonego z zielonym i postanawiamy wybrać ten drugi, skręcając w lewo w stronę Jaworzyny Kamienickiej (1288 m). Tuż za szczytem znajduje się polana o tej samej nazwie, na której wznosi się tzw. Bulandowa Kapliczka. Ufundowana została w 1904 r. przez najsłynniejszego gorczańskiego bacę – Tomasza Chlipałę, zwanego Bulandą, który na tej polanie przez ponad 50 lat zajmował się pasterstwem, wypasając owce i woły. Z Polany roziąga się piękny widok na na masyw Kudłonia, a w oddali rysują się szczyty prawdopodobnie Beskidu Wyspowego. Podejmujemy decyzję, że dalszą drogę przebędziemy szlakiem rowerowym, poniżej szczytowych partii masywu, by dojść do jak się nam wydawało atrakcyjnych geologicznie wychodni skalnych – Skalnego Gronika i Czubatego Gronia. Droga wiedzie cały czas ciemną, osłoniętą lasem, błotnisto nieco drogą pozbawioną jakichkolwiek widoków i słońca. Decyzja o opuszczeniu szlaku okazuje się zupełnie nietrafiona, tym bardziej, że na drodze nie odnajdujemy wspomnianych skałek. Na wysokości polany Beniowe, przecinamy las i wychodzimy z powrotem do zielonych szlaków. Na Przysłopie wita nas piękne słońce i wspaniałe widoki, jesteśmy więc tym bardziej źli na siebie, że wybraliśmy tak kiepski wariant trasy.

* * *

Z Przysłopu w dół biegnie żółty szlak do schroniska studenckiego w Hawiarskiej Kolibie – celu naszego dzisiejszego dnia. Skręcamy więc w prawo i obniżamy się coraz stromiej i stromiej przemierzając las i gorczańskie polany. Po około 40 minutach dochodzimy do Hawiarskiej witani wspaniałym zapachem grzybów, które zacnie obrodziły w tutejszych lasach. Wieczorem przy piwie i hawiarskich opowieściach dyżurujący w kolibie panowie przekonują nas do spędzenia dwóch kolejnych dni w Kurnytowej Chacie, bez cywilizacji, udogodnień typu woda/prąc, sami w głuszy i ciszy, w sercu Gorców. Pomysł bardzo nam się podoba i planujemy nazajutrz ruszyć do chatki.

* * *

Schodzimy żółtym szlakiem z Hawiarskiej Koliby w stronę Ochotnicy Górnej. Wchodzimy w las, w którym uśmiechają się do nas dorodne, piękne, duże i zdrowe borowiki ceglastopore. Grzyby te, przez niektórych uważane za niejadalne, wystarczy obgotować przed usmażeniem w wodzie i można je zajadać w jajecznicy, grzybiance lub na inne możliwe sposoby. Przynajmniej tak się nam wydawało. Dochodzimy do osady wybudowanej wzdłuż potoku Jamne i skręcamy w lewo gubiąc w ten sposób szlak. Kiedy dłużej idziemy w górę doliny i dochodzimy do kościoła uzmysławiamy sobie, że wchodząc na asfaltową drogę powinniśmy skręcić w prawo. Zawracamy i po dłuższej przechadzce dochodzimy w końcu do głównej drogi w centrum Ochotnicy Górnej. Zaopatrujemy się w sklepie spożywczym w olej, jajka i chleb i postanawiamy jak najszybciej dostać się do Kurnytowej Chaty by przyrządzić jajecznicę z grzybami.

* * *

Docieramy na przystanek autobusowy, na który po chwili dojeżdża pks, który zawozi nas do Ochotnicy Ustrzyk. Skręcamy w prawo i polną drogą napierw przez pola, później już pośród lasu zmierzamy do celu. Za drugim mostkiem nad biegnącym doliną potokiem Forędówki skręcamy w kamienistą dróżkę biegnącą wzdłuż jednego z dopływów potoku i dochodzimy do Kurnytowej Chaty. Jest to najstarsza chata w Gorcach, w której od powstania w 1839 roku niewiele się zmieniło – nie ma tu prądu, a po wodę trzeba urządzić sobie krótki spacer. W dwóch izbach stoją całkiem nieźle działające piece, reszta wyposażenia to stoły, ławy i materace do spania. Zapalamy w środku świece i ogarniamy troszkę chatkę wewnątrz. Rozpalamy pod piecem i wychodzimy na zewnątrz aby umyć i przyrządzić grzyby. Obgotowujemy je w wodzie a później smażymy na patelni i robimy pyszną jajecznicę. Jemy ją na chlebie siedząc przy wyjściu z chatki i oglądając nadciągające burzowe chmury.

* * *

Wieczorem wybieramy się na spacer w stronę miejsca katastrofy amerykańskiego bombowca B-24 Liberator, który rozbił się 18 grudnia 1944 roku. Ta duża, czterosilnikowa maszyna nosiła imię „California Rocket” i wystartowała z bazy Cerignoli we Włoszech, by zbombardować niemieckie zakłady chemiczne w Oświęcimiu. Uszkodzony w wyniku ostrzału artylerii przeciwlotniczej nad terenem Słowacji, zdołał dolecieć jeszcze nad Gorce i zataczając duży łuk, spadł w lesie koło przełęczy. Większość załogi ocalała i przeżyła dzięki pomocy miejscowej ludności i gorczańskich partyzantów, którzy ich ukryli, a po wojnie umożliwili przedostanie się do swoich. W 1995 r. roku na skraju lasu, na wschód od przełęczy, przy źródłach Jaszcza ustawiono symboliczny pomnik, upamiętniający to wydarzenie. Nie dochodzimy jednak do pomnika, bo pojawiają się u nas pierwsze oznaki zatrucia pokarmowego. Wracamy do chatki i postanawiamy iść spać. W środku nocy budzimy się i zmuszeni jesteśmy kursować między chatką i polaną. Wychodzimy więc z rozgrzanego śpiwora i na bosaka w rzęsistym deszczu żegnamy się z grzybami. Do rana nie możemy już zasnąć. Ceglastopore musiały mieć coś z halucynów, bo majaczymy i mamy stany lękowe. Wycieńczeni, nad ranem postanawiamy zakończyć nasz pobyt w Kurnytowej. Schodzimy do Ochotnicy Ustrzyk i po około pół godziny stopem dostajemy się do Nowego Targu. Dalej busem jedziemy do Rabki, następnie kolejnym busem do Jordanowa. Tam wypijamy gorącą herbatę i próbujemy się jakoś ożywić chociaż trudy nocy i gorączka po tym kurowaniu w deszczu dają się we znaki. Z Jordanowa przedostajemy się do Suchej Beskidzkiej, a stamtąd kolejnym busem do Wadowic. Z Wadowic mamy już bezpośredni kurs pks-em do Kęt. Jakże ciekawie i długo można jechać te 100 km z Nowego Targu do Kęt … 8 godzin i jesteśmy na miejscu… niech żyje komunikacja autobusowa w Polsce. Niech żyją borowiki ceglastopore!