Na Demerdżi

Ponieważ po naszym powrocie z wyjazdu na Krym powstała strona internetowa i dane było mi być autorką jednego z wpisów na stronie, właśnie o Demerżi, w tym miejscu pragnę Was wszytskich zaprosić na tą stronę (adres: i jednocześnie żywcem kopiuje z niej mój wpis o Demerżi.

* * *

Na Demerdżi ruszyliśmy o porze dziwnej i dość nieprzyjemnej (4:00 rano). Naszym zadaniem, oprócz oczywiście dobrej zabawy, było odszukanie kontaktu fliszu taurydzkiego ze zlepieńcami górnojurajskimi. Poszukiwania rozpoczęliśmy w miejscowości Łuczistoje (Przełęcz Angarska), do której z obozowiska dotarliśmy busem. Swój marsz na Demerdżi zaczęliśmy jeszcze przy lekkiej szarówce. Mimo tego już wtedy widok masywu wzbudził w nas wielki podziw. Szczególne wrażenie zrobiły wspaniałe formy skalne, powstałe wskutek wietrzenia. Widok mocno dotkniętych przez erozję zbocz usianych grupami skał przyjmujących niesamowite kształty zapierał dech w piersiach.

* * *

Po około półtorej godzinie, z czego około pół przypadało na przejście koło uroczego pieska, znaleźliśmy piękne otoczaki tkwiące w zlepieńcach górnojurajskich. Po zjedzeniu śniadanka zaczęliśmy nasze geologiczne łupanie, rozbijanie każdego z otoczaków, polewanie kwasem, dłubanie rylcem, opisywanie i tym podobne zabiegi, które pozwoliły nam na wyróżnienie wielu ich odmian. Po południu urządziliśmy sobie kolacyjkę (kabanosy i smalczyk z Polski) podziwiając przy tym piękny widok na wznoszący się po drugiej stronie Przełęczy Angarskiej Czatyrdah. W nocy dzielnie trzymaliśmy wartę przy namiocie, pilnując aby wypędzane na zbocze góry konie nie zaczęły dobierać się nam do namiotu.

* * *

Rano część z nas postanowiła wybrać się na sam szczyt Demerdżi. Stromym zboczem podchodziliśmy coraz wyżej i wyżej. Na jednej ze skałek podziwialiśmy wschód słońca, które powoli wynurzało się znad Morza Czarnego. Będąc na górze można było w końcu zrozumieć jeden z sonetów Mickiewicza „Góra Kikineis” :

MIRZA

Spojrzyj w przepaść – niebiosa leżące na dole,
To jest morze; – śród fali zda się, że ptak-góra,
Piorunem zastrzelony, swe masztowe pióra
Roztoczył kręgiem szerszym niż tęczy półkole

I wyspą śniegu zakrył błękitne wód pole.
Ta wyspa żeglująca w otchłani – to chmura !
Z jej piersi na pół świata spada noc ponura;
Czy widzisz płomienistą wstążkę na jej czole?

To jest piorun ! – Lecz stójmy, otchłanie pod nogą,
Musim wąwóz przesadzić w całym konia pędzie;
Ja skaczę, ty z gotowym biczem i ostrogą,

Gdy zniknę z oczu, patrzaj w owe skał krawędzie:
Jeśli tam pióro błyśnie, to mój kołpak będzie;
Jeżeli nie, już ludziom nie jechać tą drogą.

Niewątpliwie, to wielkie przeżycie, spoglądać z góry na chmury żeglujące po morzu.

* * *

Wczesnym popołudniem zaczęliśmy powolutku składać namiot. Później przyszedł czas na odpoczynek i podziwianie najbardziej interesującego rejonu południowo-zachodniego zbocza góry nazwanego Doliną Przewidzeń. Procesy wietrzeniowe spowodowały, że skały przypominają swoim kształtem postaci, zwierzęta oraz różnorodne motywy architektoniczne. Może to właśnie ze względu na ten niesamowity i groźny wygląd doliny, wiąże się z nią tyle legend. Jedna z nich głosi, iż przed wiekami na krymską ziemię napadły hordy dzikich wojowników. Lud dzielnie się bronił, ale wojownicy dotarli w końcu do stop góry Dymiącej, z której szczytu bił w niebo słup ognia. Odkrycie tego naturalnego pieca wielce ucieszyło przywódcę hordy. Wezwał on swojego czarownika, który zmusił okoliczną ludność do kucia broni obdarzonej magicznymi właściwościami. Dzięki niej barbarzyńcy odnosili wciąż nowe zwycięstwa. Gdy wydawało się, że nie ma już żadnego ratunku piękna dziewczyna imieniem Maria postanowiła przebłagać czarownika. Kiedy się to nie powiodło pchnęła go w stronę rozpalonego pieca. Poparzony czarownik z dzikim okrzykiem przebił Marię kindżałem. Góra pozostali przy życiu mieszkańcy dolin ujrzeli na zboczach skamieniałe podobizny kowala i jego pomocników. Natomiast na łagodnym stoku od strony morza pojawiła się skała podobna do kobiecej głowy. Przypomina ona o bohaterskim czynie Marii. Góra przestała dymić, ale aż po dziś dzień zachowała nazwę Demerdżi, czyli z tatarskiego „kowal”.

* * *

Tego dnia nasza przygoda z Demerdżi musiała dobiec końca. Powróciliśmy na obozowisko i jeszcze tego samego dnia wieczorem ruszyliśmy w kierunku Marmurowych Jaskiń aby spotkać się z pozostałą częścią geologicznej ekipy, która w tym czasie zdobywała Czatyrdag.